Pasja

moje słowo

Pasja łączy twórczość, wyzwania i romantyzm – nawet ten sentymentalny; konkretność, twardość – nawet tę upartą oraz marzenia po nierealność. Pasja to moc. Od początku życia salezjańskiego  towarzyszyło mi zdanie Księdza Bosko: Wystarczy, że jesteście młodzi, abym Was bardzo kochał. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo jest ono tożsame ze zdaniem studia di farti amare – spraw, aby Cię pokochano, umieszczonym na krzyżu, który salezjanie otrzymują w czasie ślubów wieczystych, a zapisanym przez Księdza Bosko w 45. rocznicę powstania Oratorium. Pasja jest moim słowem w każdym jego wymiarze. Caritas Christi urget nos. […]

Pasja

moje słowo

Pasja łączy twórczość, wyzwania i romantyzm – nawet ten sentymentalny; konkretność, twardość – nawet tę upartą oraz marzenia po nierealność. Pasja to moc. Od początku życia salezjańskiego  towarzyszyło mi zdanie Księdza Bosko: Wystarczy, że jesteście młodzi, abym Was bardzo kochał. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo jest ono tożsame ze zdaniem studia di farti amare – spraw, aby Cię pokochano, umieszczonym na krzyżu, który salezjanie otrzymują w czasie ślubów wieczystych, a zapisanym przez Księdza Bosko w 45. rocznicę powstania Oratorium. Pasja jest moim słowem w każdym jego wymiarze. Caritas Christi urget nos. […]

  • Zastanowienia
  • Homilia
  • Film
  • List
  • Wszystkie

W Twoich rękach

Czy naprawdę życie jest w moich rękach? Doświadczenie uczy rozumienia codzienności i widzenia jej coraz bardziej prawdziwie. Sens życia jest w samym życiu. Życie ma swoją wartość mimo trudności i przeszkód. Odkrywaj wartość życia niezależnie od tego co się w nim dzieje.

Paschalne wspomnienie

To już dwa lata, tak to już dwa lata od tej Wielkanocnej niedzieli, w którą zmarła Mama. Widzieliśmy się ostatnio w Wielki Piątek, a w nocy dostałem wiadomość, że zmarła. Poniżej umieściłem homilię z uroczystości pogrzebowych mamy, której część napisałem prawie 30 lat temu.

Trzy muzyczne obrazki

Nowość 2019 roku to Letnia Scena Muzyczna na placu św. Jacka. Pierwszy koncertował DeKamel. Aura nas nie rozpieściła i na 3 godziny przed koncertem zaczął padać deszcz. Tydzień później wystawiono po raz ostatni musical Mamma Mia. Jako trzeci koncertował François Martineau.

Wyrazy wdzięczności

Ostatni list inspektora z podziękowaniem dla wszystkich, choć nie wszystkich dało się wymienić i małym podsumowaniem zakończonej kadencji, na jeden dzień przed objęciem obowiązków przez następcę. Jesteście tlenem, dzięki któremu możemy spalać nasze życie, służąc Bogu.

W Twoich rękach

Czy naprawdę życie jest w moich rękach? Doświadczenie uczy rozumienia codzienności i widzenia jej coraz bardziej prawdziwie. Sens życia jest w samym życiu. Życie ma swoją wartość mimo trudności i przeszkód. Odkrywaj wartość życia niezależnie od tego co się w nim dzieje.

Dane kontaktowe:

Email: dariusz.bartocha@gmail.com
Skype: dariusz.bartocha
Tel: +48 607 068 468

Media społecznościowe:

najnowsze wpisy

W Twoich rękach

W Twoich rękach

Czy naprawdę życie jest w moich rękach? Doświadczenie uczy rozumienia codzienności i widzenia jej coraz bardziej prawdziwie. Sens życia jest w samym życiu. Życie ma swoją wartość mimo trudności i przeszkód. Odkrywaj wartość życia niezależnie od tego co się w nim dzieje.

czytaj dalej
Złoty wiek na plaży

Złoty wiek na plaży

Kilka zdań o wakacyjnej lekturze oraz nieoczekiwanych, zwyczajnych wizyt w miejscach, które stają się przez to szczególne. Zapisałem zaproszenie do lektury tej szczególnej książki przypominającej trudne, choć piękne czasy z historii kraju, który nazywamy Rzeczpospolitą.

czytaj dalej
Śluby wieczyste

Śluby wieczyste

Profesja wieczysta to ostateczne potwierdzenie przynależności do Zgromadzenia podjęte podczas pierwszych ślubów. Uczestnicząc w takiej uroczystości, przypomniałem sobie swoje śluby wieczyste, a także te pierwsze, dostrzegając, że w ostatnich latach trochę się zmieniło.

czytaj dalej
Unikat wśród demoludów

Unikat wśród demoludów

Zaskakująca informacja o tym, że w Krakowie (zapewne także w innych miastach) gdzieś w bramie można było prywatnie nagrywać sobie płyty. Nieoczekiwanie przywołane wspomnienia radiowe i pierwsza savionaliowa relacja na żywo w mediach, no prawie na żywo.

czytaj dalej
Dylemat

Dylemat

O dylemacie, nie w sensie logicznym. Chodziło mi o wybór, ale nie koniecznie o wybory, do których tak blisko. Przyznam, że zmagałem się z myślą czy pisać o dylematach, czy nie pisać – ot, taki dylemat na temat dylematu. O radiu, harcerzach, komunistach, prezesach i portierze.

czytaj dalej
Savionalia

Savionalia

O początkach Savionaliów, które w 2020 roku powinny odbyć się po raz 30. lub 37. – jeśli liczyć od spotkania ministrantów, a nie odbędą się ze względu na pandemię. O corocznej zmorze, deszczu i chłodzie, który osłabia radość spotkania, choć nigdy jej nie odbiera.

czytaj dalej

zdanie o mnie

Myślę, że lepiej będzie, jak zacytuję to co ksiądz Andrzej Gołębiowski sdb, napisał o mnie w tekście z 2011 roku. Z drobnymi uaktualnieniami.

Młodzież, Perfekt i detale

[…] Kim jest? Co robił? Jakie są jego pasje i jakim chciałby być…?

Młodzież: każdy, kto zna księdza Darka, nie ma wątpliwości, że jest człowiekiem, który poświęcenie swojego życia dla młodzieży rozumie w sposób dosłowny. Wielu mówi o nim, że jest dla młodych ludzi prawdziwym ojcem lub przyjacielem. Portale społecznościowe chyba to potwierdzają, skoro w gronie jego znajomych jest już ponad 1700 osób,  podobnie jak numerów w książce telefonicznej. Dla młodzieży zawsze miał czas i serce. Aby komuś pomóc lub zwyczajnie porozmawiać, potrafił wsiąść w samochód i przejechać długie kilometry. To właśnie z pasji do młodzieży w 1991 roku wymyślił Savionalia, czyli Salezjańskie Święto Młodości, które od tamtego czasu gromadzi w pierwszych dniach maja dzieci i młodzież. Uczył się tego przez całe swoje życie, zaczynając już w Oratorium Świętokrzyskim, którego jest wychowankiem. To tam, pod czujnym okiem wytrawnego wychowawcy młodzieży, księdza Józefa Marszałka, rozpoznawał swoje powołanie, a po latach kontynuował to dzieło już jako jego następca. W tym miejscu pozostało do dnia dzisiejszego dużo serca, przyjaciół i inicjatyw, jak choćby Salos, który zrodził się przy dużej współpracy i radach ks. Bartochy. Do dnia dzisiejszego w Kielcach wspomina się wyjazdy wakacyjne, czy na przykład Salezjańską Akademię Dziecka, czyli „SAD”. To talenty i dary, które można sklasyfikować pod wspólnym hasłem:

Detale, spowodowały wypłynięcie księdza Darka na szersze wody działalności duszpastersko-wychowawczej. To zasługa przywiązywania wielkiej uwagi właśnie do drobnych rzeczy spowodowała, że w Salezjańskim Centrum Wychowania i Duszpasterstwa Młodzieży w Krakowie, gdzie przez wiele lat był dyrektorem, dał się poznać jako wspaniały organizator  dużych wydarzeń.

Gdyby ktoś zobaczył jego pokój, szybko mógłby dojść do wniosku, że nawet najmniejsza ikonka na ścianie i kwiatek na parapecie, to efekt bardzo przemyślnej koncepcji. Być może przeciętnemu człowiekowi takie rzeczy jak: naklejki, identyfikatory, zakrywane kable, czy drobiazgi dekoracyjne wydają się mało ważne i nieistotne, ale prawda jest taka, że dopiero w całości możemy podziwiać końcowy efekt. Pewnie dlatego ksiądz Dariusz umiał zawsze podejmować duże wyzwania i przygotowywać je tak, aby wszystko było perfekcyjnie dopięte na ostatni guzik. Nie bał się takich wydarzeń jak Ogólnopolskie Mistrzostwa Salosu oraz europejskie i światowe igrzyska, tej organizacji. Powierzona przez Episkopat Polski organizacja Jubileuszu Młodych, jaki w 2000 roku był na Jasnej Górze, pokazała, że jest w stanie załatwić własnymi sposobami nawet transmisję „live” z Ojcem Świętym na spotkaniu, w którym wzięło udział 130 000 młodych ludzi. Na swoje barki ks. Darek przyjął również organizację Kongresu Młodych Osób Konsekrowanych, jak również koordynował wyjazdy polskiej młodzieży i chrześcijańskich zespołów muzycznych na Światowe Dni Młodzieży. […] Te dokonania nie zamykają ks. Dariusza na ludzi, dla których ma zawsze serce, dobrą radę i… czas. Często za to brakuje mu go na odpoczynek i swoje zainteresowania. Poczekać więc muszą: pedagogika, słuchanie radiowej „Trójki”, nalewki (którym można z powodzeniem przyznać najwyższy znak jakości) czy wreszcie…

Perfect, który towarzyszy mu od lat. Ksiądz Darek w swojej kolekcji nie ma tylko jednej płyty Perfektu: tej, która nie została jeszcze nagrana. Ma natomiast pomysł na swoją posługę. Kiedy przekazano mu teczkę ze zobowiązaniami księdza Inspektora Antoniego Hlonda, powiedział … a tego trzeba poszukać we wpisie z 4 stycznia 2011 🙂

ks. Andrzej Gołębiowski sdb

moje imiona

Minęły już chyba bezpowrotnie czasy – przynajmniej w naszej kulturze – kiedy, nadawano imię, patrząc na cechy bądź misję nazywanej osoby. Co prawda na wielu stronach internetowych możemy przeczytać jaką osobą jest ta, która nosi imię np. Dariusz. Dziś rodzice nadają swojemu dziecku imię takie, jakie im się podoba. Niemniej pokuszę się, by popatrzeć na moje imię i jego znaczenie. Oczywiście jak wielu z nas, również ja nie miałem wpływu na ta, jakie noszę imię – choć bardzo mi się ono podoba – może dlatego, że się do niego przyzwyczaiłem. Imię „Dariusz” pochodzi od greckiego „Dareios” lub od perskiego (dziś możemy powiedzieć staroirańskiego) brzmiącego „Darayavahusz”, czyli „ten, który podtrzymuje dobro”. W tym imieniu zawierało się więc wezwanie, aby ten, kto je nosi, chronił to, co dobre; aby dzielnie stanął po stronie sił dobra przeciw złu. Oczywiście bardzo chętnie przystaję na taką wymowę swojego imienia. Nie sprawdzałem tego, ale być może wszystkie imiona, którymi się posługujemy, mają pozytywny wydźwięk – ta teza jest może trochę ryzykowna – bo dziś wielu nie chce dostrzegać wartości tam, gdzie one są, ale tam, gdzie je chcą widzieć. Drugim imieniem, jakim mnie obdarzono to „Stanisław”. Dlaczego ? Być może dlatego, że kiedyś należało dać imię, za którym stał święty patron, a „Dariusz” nie był widocznie znany jak święty przez moich rodziców, albo powodem była chęć zachowania tradycji, by pierworodny nosił drugie imię po swoim tacie. Swoją drogą świętego Dariusza odkryłem po 35 latach życia, wcześniej byłem przekonany, że jedynym patronem dla tego imienia jest bł. Daria. Odkryty Dariusz jest jednym z męczenników z Nicei w Bitynii, pochowany podobno na cmentarzu koło kościoła przy Via Salaria Nuova. W ostatnim czasie zyskałem nowych patronów. Ksiądz Ángel Dariusz Acosta Zurita urodził się 13 grudnia 1908 r. w Naolinco w diecezji Veracruz. Ksiądz Ángel Dariusz poległ 25 lipca 1931 roku, kiedy to żołnierze weszli do kościoła wypełnionego wiernymi i zaczęli strzelać do kapłanów. Dariusz Hernández Morató SJ, także Hiszpan, urodził się 25 października 1880 w Bunol, męczennik okresu wojny domowej w Hiszpanii, ofiara prześladowań antykatolickich. 29 września 1936 roku został aresztowany przez republikanów, a następnie rozstrzelany w Picadero de Paterna.

Imię Stanisław ma jednoznacznie słowiańskie pochodzenie i oznacza „ustanawiający sławę, życzyć sławy”. Składa się z członu Stani – „stać, stać się, stanąć” oraz członu – sław „sława”. Wywodzi się od słów oznaczających „stań się sławnym”. Choć trudno jest jednoznacznie przetłumaczyć je na współczesny język polski, jednakże do dziś jest jasne, z czym mogło się kojarzyć dawnym mieszkańcom Polski. Stanisław zawierające rdzeń „stan”, a słowa z tym rdzeniem oznaczają stanowczość i stałość, umiejętność, zdolność do decydowania i ustanawiania praw (postanawiania, stanowienia) oraz zastanawiania się nad różnymi sprawami. Ta grupa słów odnosi się do władzy zdolnej do decydowania o losie własnym i innych ludzi i kojarzy się z silną wolą i umiejętnością odróżniania dobra od zła, do poszanowania prawa i sprawiedliwości. Myślę, że wraz z tym imieniem zyskałem patrona w św. Stanisławie biskupie krakowskim, w jego święto tato obchodził swoje imieniny. Znalazłem w jednym serwisie zdanie: „Wielkich Polaków, którzy nosili to imię, było … bez liku i gdy wymawia się to imię, niemalże widać biało-czerwone flagi powiewające na wietrze”. Rzeczywiście, to co związane jest z imieniem Stanisław, bardzo przypomina narodowy charakter Polaków”. Kardynał Karol Wojtyła w pierwszym odruchu po wyborze na papieża chciał przybrać imię Stanisława I, ale za radą kardynała Wyszyńskiego wybrał  Jan Paweł II.

Krzysztof, to pierwszy samodzielny – prawie świadomy – wybór w tej kwestii. Imię to jest pochodzenia greckiego, wywodzi się od słowa „Christophoros”, a dokładnie Christo-pheros powstałego ze złączenia słów Χριστος – Christos i φερω – phero – co w tłumaczeniu znaczy „niosący Chrystusa” w znaczeniu „przynoszący Chrystusa” lub też „noszący w sobie Chrystusa”. We wczesnych czasach chrześcijaństwa na terytoriach Grecji słowo oznaczało człowieka nawróconego, gorliwie wyznającego chrześcijaństwo. Podobno, osoby o tym imieniu cechuje niebywała odwaga, spryt i zaradność. Zazwyczaj bez najmniejszego problemu radzą sobie z wszelkimi trudnościami i przeciwnościami losu. Są pewni siebie, lubią przygody i ryzyko. Mówi się o nich, że są ludźmi czynu. Mój wybór dokonał się w 1977 r. w czasie przygotowania do sakramentu bierzmowania. Wtedy nie wiedziałem, co ono oznacza a jedynie to, że mi się podobało. Opowieść o św. Krzysztofie kojarzy się z urokiem, jaki zawsze w umysłach ludzi wiązał się z przekraczaniem wody, przechodzeniem „na druga stronę” – drugą stronę mostu, brodu, rzeki. Przejście przez wodę to odwieczny symbol wielkiej przemiany w życiu, podjęcia ważnych decyzji, rozpoczęcia nowego etapu w życiu, także symbol… śmierci. Ważne, ze to przechodzenie jest zawsze z Chrystusem.

Jan, „Johanan” pochodzenia hebrajskiego  oznacza „Bóg (Jahwe) jest łaskawy, Bóg okazał miłosierdzie”. Tego wyboru dokonałem zupełnie świadomie, nie pamiętam kiedy, być może już  w 1995 r., było to w trakcie nowicjatu – przed pierwszymi ślubami wybieraliśmy imię zakonne, już zdecydowanie wcześniej wiedziałem, że to będzie Jan. Temu imieniu nadałem swoiste znaczenie. Było ono dla mnie obecnością św. Jana Bosko. Poznanie jego osoby i środowiska salezjańskiego wprowadziło tak wiele zmian w moim życiu, że nie mogłem tego zapobiec ani pominąć. Był on dla mnie fascynującą i na tyle pociągającą osobą, że zdecydowałem przedłużyć w moim życiu jego miłość Boga w młodzieży. Drugi Jan – to Jan chrzciciel – twardziel – tak go postrzegałem. Człowiek wolny pełnią wolności, stanowiący o sobie w każdym czasie i w każdych warunkach. Bezkompromisowo stający po stronie Tego, którego rozpoznał jako Mesjasza. Myślę, że dla początkującego zakonnika nie mogłem znaleźć lepszego wzoru ewangelicznego radykalizmu niż Jana odzianego w skórę, głos na puszczy prostujący ścieżki. A trzeci ? Trzeci to Jan Ewangelista, ten orzeł szybujący ze swobodą po tajemnicach wiary i w lot, na skróty pojmujący rzeczy wielkie i trudne. Ten Jan to znak fascynacji Pismem Świętym, poszukiwania odpowiedzi, rozpoznawania Boga obecnego pośród nas.

A wynik? Imię „zaproponowało” mi – „życząc sławy” – by być: tym, który nieustannie podtrzymuje dobro, niesie Chrystusa – łaskawego Boga okazującego miłosierdzie, a wszystko to z janową głębią poznawania, radykalnością wobec siebie i miłością wobec innych – zwłaszcza młodzieży.

Wszystko to napisałem 26 stycznia, wspominając inny 26 stycznia z 1854 r. kiedy to Ksiądz Bosko po raz pierwszy użył nazwy Salezjanie na swój „pomysł”, który 5 lat później stał się Zgromadzeniem Salezjańskim. Tak dostałem swoje ostatnie imię – czy poradzę sobie z tym wszystkim? Czas pokazuje i pokaże.