Naprawiacz

19 sierpnia jadąc samochodem słuchałem audycji w radiowej Trójce. Reportaż opowiadał starszym mężczyźnie, szewcu, który nosił się z zamiarem zamknięcia warsztatu, ale po reklamie jego warsztatu publikowanej przez jego sąsiadkę na Facebooku okazało się, że wielu ludzi potrzebuje naprawić swoje ulubione buty.

Potem posypały się telefony o różnego rodzaju rzemieślnikach naprawiających różne rzeczy. Przywołano zegarmistrza, kaletnika, parasolnika itd. Przypomniałem sobie także warsztat w Krakowie – może już ostatni – w którym można naprawić wieczne pióro. Warsztat w tym samym miejscu, z tym samym panem w którym byłem pierwszy raz prawie 30 lat temu.

Oczywiście nie w każdym punkcie usługowym dostajemy usługi najwyżej klasy. W ciągu kilku lat spotkałem paru zegarmistrzów, pierwszy doradzał mi jedynie w kwestii doboru paska do zegarka i ewentualnie fachowo go założył – choć nie zawsze, raz udało u się popsuć pasek. Drugi używał szewskiego języka, miał warsztat w bramie starej kamienicy i potrafili naprawić mechaniczny zegarek pokazujący godziny od ponad 40 lat, ale za to trzeci, a właściwie trzecia bo była nim kobieta, zachwyciła mnie od pierwszego momentu. Spojrzenie na zegarek uruchomiło jej opowieść o firmie, historii zakładu, który z nią współpracował w wykonaniu mechanizmu itd. Dziś jeśli będę musiał naprawić zegarem to na pewno zrobię to u niej.

Naprawianie.
Coraz mniej naprawiamy, a częściej zmieniamy na nowe. Nie osądzam czy to dobre czy nie, ale prawdę mówiąc, jeśli ma się ulubione sprawdzone przedmioty czasami trudno się z nimi rozstaje – wtedy poszukuję fachowca, który potrafi je naprawić. Potrafi naprawić, te słowa stają się kluczem. Jeśli ktoś potrafi naprawić to znaczy, że wie jak powstał przedmiot, jak działa, co się mogło popsuć i jak to naprawić. Wszyscy, którzy jednie produkują te rzeczy nie wnikając w zasadę działania nie są wstanie ich naprawić – to potrafi jedynie ich pomysłodawca, konstruktor, prawdziwy twórca lub ten, który dociekał, poszukiwał, uczył się i poznał istotę przedmiotu .

Z wielka przyjemnością rozmawia się z kimś któż zna się na rzeczy, bez względu na to czy jest to naprawianie butów, pisanie tekstów, robienie grafiki czy nauka modlitwy. Wszystko oczywiście zaczyna się w szkole i nie chodzi jedynie o to czego można nauczyć się w szkole, ale jak się nauczymy samego uczenia. Kolejne reformy w edukacji i dyskusje w czasie planowanych i przeprowadzanych zmian świadczą o tym, że jeszcze sami nie wiemy jak to najlepiej zrobić. W różnych krajach proponuje się różne rozwiązania, ale szukanie złotego środka zmusza do kompromisów i czasami niweczy szczytne założenia. Filip Springer w książce Wanna z kolumnadą przywołuje ile godzin w różnych krajach poświęcamy na tzw. wychowanie plastyczne, które daje nie tylko wiedze o rzeczy i historii ale  kształtuje wrażliwość na piękno i estetykę, czy to ważne? Oczywiście tak. Czy najważniejsze? Zapewne możemy o tym dyskutować, ale niestety brak kształtowania tej wrażliwości ujawnia się potem na wielu płaszczyznach. Myślę, że spotykając się z brzydotą w przestrzeni, w lokalach, w domach i ogródkach po części możemy znaleźć odpowiedź w równaniu ilości godzin poświęconych plastyce.

Lekcja plastyki. 263 godziny. Tyle czasu spędzają na lekcjach o sztuce uczniowie drugiej klasy podstawówki w Lichtensteinie. Łącznie przez 9 lat nauki, będą mieli 2304 godziny. To europejski rekord. W czołówce nauczania o sztuce są też Duńczycy – 1120 godzin w sześć lat, Portugalczycy – 1100 godzin w osiem lat oraz Finowie i Norwegowie – po 997 godzin odpowiednio w dziewięć i dziesięć lat. Mali Łotysze zagłębiła zagadnienia związane ze sztuka przez 800 godzin w ciągu dziewięciu lat nauki, Czesi w tym samym czasie maja 636 godzin lekcji o tej tematyce, Węgrzy 600 godzin w osiem lat. Rumuni w ciągu dekady poświęcają na to 550 godzin. Przez dziewięć lat podstawówki i gimnazjum polskie dzieci spędzają na lekcjach poświęconych sztuc nie więcej niż 255 godzin[1]. [Filip Springer].

Co dziś możemy zrobić dla siebie? Powinniśmy stać się pewnego rodzaju naprawiaczem czyli fachowcem w jakiejś dziedzinie, co oznacza wiedzieć coś o wszystkim i wszystko o czymś. Nie pamiętam nazwiska autora tych słów, bo usłyszałem je w 1985 roku, więc mogło mi się to zatrzeć.

Zapewne świat wyglądał by inaczej, gdyby wszyscy usłyszeli i zrozumieli, że:

Każdy, kto przestaje się uczyć jest stary, bez względu na to, czy ma 20 czy 80 lat. Kto kontynuuje naukę pozostaje młody. Najwspanialszą rzeczą w życiu jest utrzymywanie swojego umysłu młodym. [Henry Ford].

Choć nie ukrywam, że nie koniecznie chce by wszyscy przez całe życie byli młodymi, jeśli dostrzeżemy,  że jedną z cech w młodości jest pewna niestabilność, niedojrzałość, poszukiwanie swojego miejsca i poniekąd samego siebie – i oczywiście wszystko to jest bardzo dobre i potrzebne na tym etapie życia. Więc może lepiej jakbyśmy byli dojrzali, świeżo dojrzali i stawali się fachowcami w swojej dziedzinie, zachowując pewną powściągliwość w znawstwie we wszystkich innych dziedzinach.

[1] Filip Springer. Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni. s. 243
[Foto: Lauramusikanski. Morguefile.com]

Author: Dariusz Bartocha

Share This Post On