Drzewa

Fascynują mnie drzewa, sam nie wiem czemu. Może dlatego, że są bardziej długowieczne niż kwiaty? Może dlatego, że były gościnne i w dzieciństwie były „światem” dla wielu wydarzeń? Może dlatego, że dają pokój i stawały się „powiernikiem i słuchaczem” tych najtrudniejszych dla mnie chwil? Może dlatego, ze bywały ochroną w zbyt słoneczne i deszczowe dni? Może dlatego, że po prostu są piękne w swojej różnorodności, a na dodatek piękne w swojej zmienności wraz ze zmieniającymi się porami roku, czasami nawet porami dnia i wraz ze zmiennością wynikającą z upływających lat? Może ze względu na wspomnienie o którym pisałem w tekście: drzewo?.
Być może spokój i cisza liturgii Wielkiego piątku i wspomnienie drzewa, które stało się ważniejszym od tego rajskiego skłoniło mnie by podzielić się tekstem opowiadania Bruno Ferrero, które odkryłem przygotowując tegoroczne wielkopostne rekolekcje.

Oto tekst a wnioski pozostawiam każdemu z osobna. Dodam tylko, ze podobnie jak w opowiadaniu moje marzenia spełnia Bóg, ale zawsze inaczej niż sobie wymarzyłem :).

Trzy drzewa

Na szczycie góry, pokrytej pastwiskami i lasem pachnącym żywicą, wyrosły pewnego dnia trzy małe drzewka. Początkowo były tak delikatne i zielone, że nie różniły się prawie od traw i kwiatków, rosnących wokół nich.
Ale po kolejnych wiosnach ich małe pnie rozrosły się. Jesienne i zimowe walki z wiatrem i burzami napełniły je zuchwałą radością.
Z wysokiego zielonego domu spoglądały na świat i marzyły.
Jak wszyscy, którzy dorastają, marzyły o tym, czym będą w przyszłości.
Trzy małe, wielkie marzenia
Pierwsze drzewo patrzyło na gwiazdy, które błyszczały niczym diamenty, upięte na czarnym aksamicie nocy.
– Ja przede wszystkim Pragę być piękne. Strzec skarbu – powiedziało. – Pragnę być pokryte złotem i zawierać drogie kamienie. Stanę się najpiękniejszą szkatułką dal skarbów świata.
Drugie drzewo spoglądało na strumyk, który wijąc się spływały z góry, torując sobie drogę ku morzu. Woda płynęła i płynęła, szumiąc i żartując z kamieniami. Dopiero co była tu, a zaraz potem zniknęła na horyzoncie. I nic nie zdołało jej zatrzymać.
– Ja chcę być silne. Będę wielkim żaglowcem – powiedziało. – Pragnę pływać po bezkresnych oceanach i przewozić kapitanów i potężnych królów. Stanę się najsilniejszym statkiem świata.
Trzecie drzewo podziwiało dolinę, która rozciągała się u stóp góry i spoglądało na miasto, które widoczne było poprzez jasnoniebieskawą mgłę. Tam w dole rojno było od mężczyzn i kobiet.
– Ja nie chcę opuścić tej góry – powiedziało. – Chcę tak bardzo wyrosnąć, by ludzie zatrzymując się i spoglądając na mnie, musieli unieść oczy ku niebu i pomyśleć o Bogu. Stanę się największym drzewem świata.
Trzej drwale
Lata mijały. Padały deszcze, świeciło słońce i małe drzewa stały się dużymi i okazałymi drzewami.
Pewnego dnia trzech drwali weszło na górę ze swymi siekierami przewieszonymi przez ramię.
Jeden z drwali obejrzał dokładnie pierwsze drzewo i powiedział:
– To jest piękne drzewo. Jest doskonałe. Po kilku minutach, pod sprawnymi uderzeniami siekiery, drzewo zwaliło się na ziemię.
– Teraz zamienię się we wspaniałą szkatułkę – pomyślało drzewo. – Powierzą mi bajkowy skarb.
Drugi drwal spojrzał na drugie drzewo i powiedział:
– To drzewo jest silne i solidne. Takie właśnie jest mi potrzebne. Uniósł siekierę, która błysnęła w słońcu i powalił drzewo.
– Odtąd pływać będę po nieskończonych oceanach i morzach – pomyślało drugie drzewo. – stanę się statkiem godnym króla.
Trzecie drzewo zamarło, gdy spojrzał na nie drwal.
– dla mnie każde drzewo jest dobre – powiedział drwal. Siekiera zabłysła w powietrzu. Wkrótce i trzecie drzewo leżało na ziemi.
Ich gałęzie, które niedawno żartowały z wiatrem i chroniły ptaki i wiewiórki, zostały obcięte jedne po drugich. Drwale stoczyli trzy pnie po zboczu góry aż na nizinę.
Dlaczego mnie to spotyka?
Pierwsze drzewo ucieszyło się, gdy drwal zwiózł je do stolarza. Ale stolarz ani nie myślał robić z niego szkatuły. Swymi stwardniałymi rękoma zmienił pień w żłób dla zwierząt. Drzewo, które kiedyś było piękne, nie zostało pokryte złotą blachą ani nie wypełniło się kosztownościami. Wypełniono je sianem, aby nakarmić głodne zwierzęta, należące do gospodarstwa.
Drugie drzewo uśmiechnęło się, gdy drwal przetransportował je do stoczni, ale tego dnia nikt nie myślał o budowie żaglowca. Uderzeniem młotka i piły drzewo zostało zamienione w zwykłą łódź rybacką. Była zbyt mała i słaba, by pływać po oceanach lub nawet po rzece. Łódź przetransportowano nad jezioro. Codziennie przywoziła ryby, które nasyciły ją nieprzyjemnym zapachem.
Trzecie drzewo zasmuciło się bardzo, gdy drwal ociosał je pociął na chropowate belki, które złożył na podwórzu.
– Dlaczego mnie to spotyka? – pytało drzewo przypominając sobie czasy, gdy walczyło z wiatrem na szczycie góry.
– Chciałem tylko znajdować się na szczycie i zachęcać ludzi do myślenia o Bogu.
Minęło wiele dni i wiele nocy. Trzy drzewa prawie zapominały o swych marzeniach .
Dziecko, Podróżny, Skazaniec
Ale pewnej nocy złote światło gwiazdy pogłaskało swymi promieniami pierwsze drzewo właśnie w momencie, gdy młoda Matka z nieskończoną czułością kładła w żłobie swe Dziecko, dopiero co narodzone.
– Wolałbym zrobić dla Niego kołyskę – wyszeptał Jej Mąż. Młoda Matka uśmiechnęła się do Niego, a światło gwiazdy błyszczało na zużytych deskach, które ongiś były pierwszym drzewem.
– Ten żłóbek jest wspaniały – rzekła cicho.
W tym momencie pierwsze drzewo zrozumiało, że zawiera najcenniejszy skarb świata.
Mijały dni i noce. Pewnej nocy zmęczony Podróżnik wraz z przyjaciółmi wsiedli do starej łodzi rybackiej, która ongiś była drugim drzewem. Podczas, gdy drzewo, które stało się łodzią, spokojnie płynęło po wodzie jeziora, Podróżny zasnął.
Nagle przy huku grzmotu, wśród błyskawic i gwałtownych fal, zerwała się burza.
Małe drzewo drżało. Wiedziało, że nie wystarczy mu mocy, by uratować tyle osób przy tym wietrze i gwałtowności fal. Boki łodzi trzeszczały ciężko z wysiłku.
Zatrwożeni przyjaciele zbudzili tajemniczego Podróżnego. Mężczyzna wstał, rozpostarł ramiona i powiedział do jeziora:
– Ucisz się! Uspokój się!
Burza natychmiast uciszyła się i nastała wielka cisza. W tym momencie drugie drzewo zrozumiało, że przewozi Króla nieba, ziemi i nieskończonych oceanów.
Krótko potem, pewnego piątkowego poranka, trzecie drzewo zdziwiło się bardzo, gdy jego surowe belki zostały wyciągnięte ze stosu zapomnianego drewna. Przetransportowano je pośród zagniewanego i krzyczącego tłumu, rzucono na obolałe ramiona Mężczyzny, który później został na nim ukrzyżowany. Biedne drzewo poczuło się straszliwie, gorzko płakało, podtrzymując to biedne, umęczone ciało.
Gdy wstało słońce
Ale w niedziele rano, gdy słońce stało wysoko na niebie, a cała ziemia drżała z przeogromnej radości, trzecie drzewo dowiedziało się, że miłość Boga przemieniła wszystko. Z pierwszego drzewa zrobiła cudowną szkatułkę dal największego Skarbu. Drugie drzewo uczyniła silnym przewoźnikiem Stwórcy nieba i ziemi. A ilekroć jakaś osoba będzie myślała o trzecim drzewie, myśleć będzie również o Bogu. [Bruno Ferrero, Nowe Historie, Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa 1995, s. 85]

[Foto: Dariusz Bartocha sdb, Kraków 14 maja 2017]

Author: Dariusz Bartocha

Share This Post On

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.