Pasja łączy twórczość, wyzwania i romantyzm – nawet ten sentymentalny; konkretność, twardość – nawet tę upartą oraz marzenia po nierealność.

Pasja to moc. Od początku życia salezjańskiego  towarzyszyło mi zdanie Księdza Bosko: Wystarczy, że jesteście młodzi, abym Was bardzo kochał. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo jest ono tożsame ze zdaniem studia di farti amare - spraw, aby Cię pokochano, umieszczonym na krzyżu, który salezjanie otrzymują w czasie ślubów wieczystych, a zapisanym przez Księdza Bosko w 45. rocznicę powstania Oratorium.

Pasja jest moim słowem w każdym jego wymiarze.
Caritas Christi urget nos. [...]

Spełnianie

31 maja 2021

Inspiracja

Podczas dnia skupienia przypomniano mi, scenę z udziałem Księdza Bosko na schodach przed wejściem do zakrystii kościoła pod wezwaniem Serca Jezusowego w Rzymie. Tekst relacji można znaleźć na zakończenie wpisu. Mówca posłużył się opisem reakcji Księdza Bosko, by zapytać, czy czujemy się spełnieni.

To przywołało na moją pamięć rozmowę z przełożonym, który zaproponował mi zmianę do innej placówki. W tym celu powiedział: chcemy cię awansować. Nie powiedziałem mu wtedy, ale pomyślałem, że to jest nie możliwe, bo moje marzenie już się spełnia. Chciałem pracować w Oratorium, a praca w swoim Oratorium była dodatkowym bonusem. Było to wiele lat temu. Czy oznaczało to moje spełnienie? Oczywiście wtedy mogłem mówić o swoim spełnieniu, choć zapewne nie oznaczało ono spełniania oczekiwań wszystkich uczestników Oratorium. Być może byli tacy, którym udało mi się odpowiednio służyć, a zapewne byli też tacy, którzy oczekiwali czegoś zupełnie innego. Na tym etapie, albo w tej kwestii było to jednak jakąś formą spełnienia się.

Pragnienie

Myśląc o spełnieniu, nie można nie wspomnieć o jednym z najbardziej znanych słów św. Augustyna: Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie [1]. Tak rozumiejąc spełnienie, trudno mówić o osiągnięciu pełnego spełnienia, bo jesteśmy nieustanie w drodze. Nawet mistrz kontemplacji św. Jan od Krzyża nieustannie doskonalił się w poznaniu Boga, a może lepiej trzeba powiedzieć w przebywaniu w Nim albo w przyjmowaniu Go u siebie. Choć można mieć takie odczucie, nawet jeśli dostrzegamy możliwy rozwój. 

Ojciec Joachim Badeni, nawiązując do nauki św. Jana os Krzyża, mówi o miejscu ciszy, czyli najgłębszym ośrodku duszy. Tam, gdzie jest przejście od duszy, która kształtuje i ożywia ciało, do ducha, tam jest sanktuarium Boga – najczęściej puste. Nie ma tam nikogo. Bóg jest tam obecny, ponieważ wszystko przenika, ale obecności tej nie jesteśmy świadomi. To sanktuarium duszy jest nieosiągalne bez aktu wolnej woli człowieka. Tam nikt nie ma prawa wejść [2].

Wiem, że puste miejsce trochę nie ma miejsca w tym święcie, przyroda nie znosi próżni i chcę ją zapełnić. Wyobrażam sobie, że takie puste miejsce w nas powoduje wielkie pragnienie, chęć zaspokojenia, pewną formę zasysania.  Nie zawsze jesteśmy świadomi, że to jest miejsce dla Boga. Możemy szamotać się tu i tak, zdobywać kolejne cele i pozostać niezaspokojonymi. Można by nawet określić ten stan trochę odważniej, jako stan piekła – niezaspakajanego pragnienia, oczywiście przykładając odpowiednią proporcję.

Kilka lat temu dostałem grafikę Syzyfa narysowaną przez Pawła i Kasię z tą różnicą, że ten Syzyf nie toczył kuli, ale toczył się w niej. To obraz naszego poszukiwania, docierania, spełniania się. W tej sytuacji praca Syzyfa nie oznacza chronicznego niespełniania się, a wręcz przeciwnie: spełniania się i odkrywania, że mogę jeszcze bardziej się spełnić, aż do odnalezienia  pokoju w Bogu.

Foto: Dariusz Bartocha sdb. Po lewej grafika autorstwa Andrzeja Mleczki, po prawej Pawła Grzesika i Katarzyny Syski obecnie Państwa Grzesików.

Relacja

Ksiądz Bosko pragnął odprawić Mszę św. w kościele przy ołtarzu Maryi Wspomożycielki. Najmniej 15 razy musiał się zatrzymywać podczas świętej Ofiary, by we łzach dać upust niepohamowanemu wzruszeniu. Ksiądz Viglietti, który mu asystował, musiał od czasu do czasu przypominać, żeby odprawiał dalej. Kiedy zaś odchodził od ołtarza, przejęty tłum ścisnął go zewsząd, całował jego szaty kapłańskie i ręce wolne od kielicha, odprowadzając go aż do zakrystii. Tutaj jednogłośnie poproszono, by udzielił błogosławieństwa. Ależ dobrze – odpowiedział. Po czym wstąpiwszy na trzy stopnie prowadzące z jednej zakrystii do drugiej, obrócił się, podniósł prawicę, lecz w tej chwili wybuchnął płaczem i zakrywszy obiema dłońmi oblicze, powtarzał stłumionym głosem: Błogosławię… błogosławię… – nie mogąc dokończyć zdania. Trzeba go było wziąć lekko pod ramiona i wyprowadzić. Któż by nie chciał się dowiedzieć, co było powodem tak wielkiego wzruszenia? Gdy ks. Viglietti spostrzegł, że wrócił mu zwykły spokój, zapytał o przyczynę i otrzymał odpowiedź: Tak żywo stanęła mi przed oczami scena, jaką w 10 roku śniłem o Zgromadzeniu! Widziałem i słyszałem wyraźnie mamę i braci, którzy podawali ten sen w wątpliwość… Wówczas to Matka Boska mu powiedziała: W swoim czasie zrozumiesz wszystko. Od tego dnia minęły już 62 lata trudów, ofiar, walk i oto nagły błysk objawił mu, że wybudowana świątynia Najświętszego Serca Jezusa w Rzymie jest ukoronowaniem posłannictwa, wskazanego mu tajemniczo w zaraniu życia. Od Becchi obok Castelnuovo aż do stolicy Namiestnika Jezusa Chrystusa, jakżeż długa i uciążliwa droga! Uczuł w tej chwili, że jego osobiste posłannictwo dobiegało końca, dziękował ze łzami w oczach Boskiej Opatrzności [3].

[1] św. Augusty. Wyznania
[2] o. Joachim Badeni. Czego dusza pragnie. Kraków 2011. s. 14-15
[3] 16 maja 1887 roku, dwa dni po konsekracji Bazyliki Serca Jezusowego w Rzymie

Zdjęcie na schodach, o których mowa w relacji.

Oświęcim dn. 31 maja 2021
[Foto: Andrea Piacquadio. Pexels.com]