Pasja łączy twórczość, wyzwania i romantyzm – nawet ten sentymentalny; konkretność, twardość – nawet tę upartą oraz marzenia po nierealność.

Pasja to moc. Od początku życia salezjańskiego  towarzyszyło mi zdanie Księdza Bosko: Wystarczy, że jesteście młodzi, abym Was bardzo kochał. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo jest ono tożsame ze zdaniem studia di farti amare - spraw, aby Cię pokochano, umieszczonym na krzyżu, który salezjanie otrzymują w czasie ślubów wieczystych, a zapisanym przez Księdza Bosko w 45. rocznicę powstania Oratorium.

Pasja jest moim słowem w każdym jego wymiarze.
Caritas Christi urget nos. [...]

Klubowy plac

10 sierpnia 2019

Szczęśliwie dla stałych bywalców Letniej Sceny Muzycznej kolejni artyści zaskakują odmiennością prezentowanej muzyki. Tym razem mogliśmy uczestniczyć w koncercie zespołu o nazwie Weronika Boiński Trio. Łatwo się domyślić, że gwiazdą trio była Weronika wokalista i gitarzystka, której towarzyszył osobisty Tato, Marcin wraz ze swoimi gitarami basową i akustyczną, a trzecim muzykiem był Marcin Kurcz, klawiszowiec. O nim to w czasie koncertu dwa razy powiedziano: gra z najlepszymi. Podaruje sobie nazwiska muzyków, którym towarzyszył, by nie wywoływać na jego twarzy rumieńców zakłopotania w czasie czytania tego tekstu.

Wyjątkowość koncertu poza głosem solistki i wykonanymi utworami, w części także jej autorstwa, zapewnił Marcin Boiński swoimi komentarzami i dialogiem z publicznością. Publiczność, która wypełniła przygotowane dla niej miejsca, kupiła tę konwencję koncertu i chętnie nagradzała uśmiechami i oklaskami artystów zarówno za wykonane utwory, jak i komentarze.

Wyjątkowość koncertu zapewnili także przypadkowi goście wchodzący na plac Jacka. Karnacja skóry, kształt twarzy, a nawet ubiór zdradzały, że byli to turyści odwiedzający nasze miasto, których ściągnęły z rynku dźwięku muzyki. Większość utworów śpiewna była w języku angielski, co być może ułatwiało turystom zrozumienie ich treści, ale były też utwory śpiewane po polsku i solowy finał w języku francuskim.

Ostatnim wyjątkowym akordem było oświetlenie sceny, które na parę godzin przed koncertem pieczołowicie ustawił tato Weroniki. Sierpniowe dni – niestety stają się coraz krótsze – co może martwic wszystkich, przypominając im o kończących się wakacjach, ale to powolnie zapadanie zmierzchu odsłaniało coraz więcej barw na scenie, wzmacniając pozytywne przeżycia widzów.

Marcin Boiński prócz tego, że jest muzykiem, jest także akustykiem. Nie omieszkał więc w czasie koncertu podkreślić role akustyka jako kolejnego członka zespołu. Wojtek Kościelniak, tym razem zrobił sobie pięciogodzinną przerwę w pielgrzymowaniu na Jasną Górę, był służyć muzykom swoimi umiejętnościami, co zostało przez nich życzliwie zauważone.

Akustyk na scenie i akustyk na widowni zgodnie podkreślili wyjątkowość grania i śpiewania w plenerze, tu wyjątkowym, bo właściwie koncert brzmiał klubowo, choć do pełni klubowej atmosfery placowi Jacka jeszcze trochę brakuje, ale popracujemy nad tym w przyszłym roku.

Po dwóch bisach, standardowych już owocach i słowie od Księdza Bosko, muzycy zgrali dwa kolejne bisy według życzenia publiczności. Padło wiele słów podziękowania i zaproszenie na kolejny koncert tym raz na skrzyżowaniu Letniej Sceny Muzycznej i Jackowego Grania.

Oświęcim dn. 10 sierpnia 2019
[Foto: Dariusz Bartocha sdb]