Zielone Anioły

Otaczają mnie Zielone Anioły, nie te białe, eteryczne, nie tylko Anioł Stróż, co krok w krok pilnuje mojego życia, ale Anioły Zielone, cieliste, bardziej realne niż pomyśleć i wyobrazić sobie można.

Ksiądz Tadeusz Furdyna salezjanin, artysta malarz, witrażysta udowadniał – tak słyszałem – że niebo ma kolor zielony i to by się zgadzało. Próbowałem wpisać moje Anioły na listę osób za które się modlę. Wpisywałem, dopisywałem, uzupełniałem ale lista rosła i rosła, i nigdy nie była skończona. Czasami przed modlitwa ją czytam, ale tylko czasami, bo razem z obrazem pogodnej twarzy Anioła przychodzą na myśl spotkania, rozmowy, historie a wszystkie dobre i piękne, dopuszczenie ich do moich myśli mogło by zabrać cały czas przeznaczony na modlitwę.

Ile mają lat Zielone Anioły? Nie sposób odpowiedzieć. Niektóre mają ich tak wiele, że zasnęły, inne mają ich sporo, stąd czasami nieśmiało osłaniają swoje ciała skrzydłami, by trochę zakryć znaki jakie zostawił na nich czas. Jeszcze inne są tak młode, że nawet nie przypuszczają, że już urosły im skrzydła, czują się skrępowane i przystrajają się pąsem zawstydzenia po usłyszeniu: dziękuję – bo wydaje im się, że za wcześnie na wdzięczność wobec nich, za wcześnie, by być „na Ty” z kimś o numerze pesel z przeszłego wieku.

Spotkanie z Zielonym Aniołem jest jak green line na przejściu granicznym, jak biały ser ze świeżą miętą w lipcowy poranek, jak zielone jabłko dopiero co odłączone od matczynych soków – soczyste, pachnące, sycące a jednocześnie wzmacniające apetyt. Spotkanie takie podobne jest do widoku zielonego łanu zboża, który jeszcze nie nie wymaga trudu i pracy, a już obiecuje wielki plon, daje nadzieje i radość.

Taki Anioł każdego dnia jest wstanie uczynić dla mnie święto, a jeśli potrzebuje to dowolny dzień tygodnia zamienia na przykład w poniedziałek. Bywa, że jego zieleń gęstnieje, by bardziej ocieniać (sic!) mnie przed niebezpieczeństwami, ale najczęściej ma oblicze rozsłonecznione, by samą obecnością dodawać ciepła. Marzy mi się, by po krótkiej rozmowie ze świętym Piotrem wejść do różanego ogrodu wypełnionego najpiękniejszą wonią i zielenią Aniołów.

Tylko mnie nadal najbardziej podobają się granat, szafir, pomarańcz, grafit i ciepły popiel. Nie wiem, która brama będzie mi otworzona. Nie wiem czy w życiu dostatecznie rozkochałem się w kolorze nadziei? Czy choć cieniem kładzie się na mnie niebiańska zieleń? Czy godny jestem stanąć obok tych kochających, ukochanych Zielonych Aniołów.

[Foto: Dariusz Bartocha]
[Pomysł na tytuł zaczerpnąłem od Sylwii Gemborys]

Author: Dariusz Bartocha

Share This Post On

2 komentarze

  1. Jedną z najcudowniejszych chwil w życiu jest poznanie lub odnalezienie Zielonego Anioła.
    Wiem, bo przeżyłam ;)

    Post a Reply
  2. Świetny wpis :) Pisane lekko, ale z charakterem :) Składam gratulacje na ręce autora :)

    Post a Reply

Trackbacks/Pingbacks

  1. Nickname | zastanowienia - […] podejrzewał, że coś takiego mogłem napisać. Bywa i tak. Kiedy napisałem tekst o zielonych aniołach, które mnie otaczają, ktoś…

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.