O, kocham Kraków

Od 1979 roku do matury, siedząc w sali do nauki języka polskiego patrzyłem na ścianę na której umieszczony był biały karton z tekstem:

O, kocham Kraków – bo nie od kamieni
przykrości-m doznał – lecz od żywych ludzi
podpis: S. Wyspiański

Po kilku latach, już na studiach w Krakowie zapragnąłem odnaleźć ten fragment. Wypożyczyłem z biblioteki wszystkie dzieła Wyspiańskiego. Oczywiście jak można się domyśleć znalezienie tego dwuwiersza nie było łatwe, a nawet nie możliwe. Książki ułożone jedna na drugą urosły do wysokości metra a może 120 cm. Na chybił trafił szukałem tekstu, ale bezskutecznie, a na przeczytanie wszystkiego się nie zdobyłem, zresztą nie było na to czasu.

Dopiero po latach, kiedy zaczął żyć Internet z łatwością znalazłem tekst, który od tak dawna znałem na pamięć. Okazało się, że to nie mały fragmencik dużego utworu, ale pokaźny fragment krótkiego wiersza. Towarzyszy mi do dziś, ale już nie kartonowej wersji, a ładnej grafice.

Myślę, ze nie muszę zapisywać tekstu – zawsze można go znaleźć w Internecie. :) Szukałem wersji filmowej tego utworu wyśpiewanego przez Stanisława Soykę, nagranego na płytę Wyspiański wyzwala w 2007 roku w związku z setną rocznicą jego śmierci, ale nie znalazłem.

Dorzucę jeszcze ciekawostkę, która opowiadają przewodnicy stając w pobliżu wierzy kościoła Mariackiego o pełnej godzinie. Znalazłem to gdzieś na ścianie.

Dla odmiany ten tekst dam, ponieważ nie tak łatwo go znaleźć w Internecie, autora nie znam – zapewne nikt nie zna.

O pełnej godzinie, co do minuty,
na wieży mariackiej stukają strażackie buty.
I tak od wielu lat,
hejnał mariacki niesie się w świat.

Fakt powszechnie znany,
że przez tatarską strzałę został przerwany.
Lecz wiedzą o tym tylko roztropni,
że gdy strażak pokona schodów 239 stopni
– najpierw na Wawel melodia leci,
by pozdrowić króla i królewskie dzieci.
Potem na stronę Rynku Głównego,
gra dla rajców z Ratusza Miejskiego.

W trzeciej kolejności,
trąbi się dla przybywających przez Bramę Floriańska gości.
Na koniec na Mały rynek płyną melodii nutki,
które cieszą mieszczan, gapiów i krakowskie przekupki.

Oczywiście nie daje tych tekstów przypadkowo. Historia związała mnie z Krakowem na długo. Nie ma takiego innego miejsca na świecie w którym tak długo bym mieszkał. Czy jest to miłość od pierwszego wejrzenia czy przez zasiedzenie nie wnikam – wiem, że jest. Jak w każdym mieście także tu szukałem muzyki, tego pulsu miasta i znalazłem, a może nawet więcej od Krakowa nauczyłem się by szukać tej duszy miasta wsłuchując się w jego muzykę.

 

[Foto: 1,2,3 Dariusz Bartocha. Grafika i układ tekstu wiersza Wyspiańskiego Anna Machniak, wtedy jeszcze Anna Kowalczyk]

Autor: Dariusz Bartocha

Podziel się

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *