Najpiękniejsze dni

„Najpiękniejsze dni w roku to te, które spędziłem z księdzem Bosko”.  Pamiętacie kto to powiedział? Jest między nami. Błogosławiony August Czartoryski. Te słowa w jego ustach brzmią na tyle mocno – jeśli pamiętacie jego historię, bo musiał zawalczyć o te dni, musiał się natrudzić żeby te dni były możliwe. Dziś dołożyliśmy jeszcze jeden taki szczęśliwy dzień. Co prawda od długiego czasu są już razem, ale ten szczęśliwy dzień, który pokazuje nam ich wspólną obecność; mam nadzieje jest również szczęściem wielu z nas, którzy przygotowywaliśmy się przez długi czas, by w taki sposób spotkać świętego Jana Bosko. Nie jest to świąteczny dzień, trzeba było zmienić plany, nie pojechać na wakacje, żeby spotkać się z tym który przyjeżdża do nas; ale jest to zrozumiałe jeśli się kocha. Bo miłość przezwycięża wszelkie trudności i myślę, że tylko to wyjaśnia Waszą obecność i to również wyjaśnia podróż świętego Jana Bosko poprzez wszystkie kontynenty trwająca już prawie trzy lata. Bo z tej właśnie miłości chciał zobaczyć, nawiedzić wszystkich, którzy idą drogą świętości salezjańskiej, droga duchowości salezjańskiej.

Widzę przed oczyma obrazek z jednej parafii, która przezywała nawiedzenie obrazu Matki Bożej Częstochowskiej i po całej nocy czuwania, rano w piękny, słoneczny, wiosenny – troszkę chłodniesz dzień – pamiętam rodzinę która przyszła ze swoim Łukaszkiem. Młode małżeństwo, Łukasz miał chyba ze 4 lata. Kiedy byli na wysokości zakrystii – tam było boczne wejście do kościoła – ten mały chłopiec wyrwał się tacie z ręki i pobiegł do kościoła. Staliśmy we dwóch z księdzem Henrykiem Skórskim, rozmawialiśmy z tymi rodzicami i nagle ten mały Łukasz wychodzi z kościoła. Ksiądz Henryk zapytał go:
– „Łukaszku a gdzie ty byłeś?”
– odpowiedział: „w kościle”
– „no i co tam zobaczyłeś?”
– „zapytałem Matki Bożej czy się wyspała”.
Ta szczerość dziecka, to szczere pojmowanie tego co się wydarzyło może być spokojnie przełożone na to co widzimy teraz. Ksiądz Bosko ma zamknięte oczy, przypuszczam, że też w nocy biedak się nie wyspał, bo całą noc zawracaliście mu głowę, ale jesteśmy pewni, że przez to wstawiennictwo świętych, którzy już wpatrują się w oblicze naszego Pana, te modlitwy zostaną przedstawione Chrystusowi. To jest ten moment, który jest bardzo istotny dla zrozumienia tego wszystkiego co wydarzyło się w ciągu tego dnia. Bo trudy przygotowania do tego dnia, warte były tego dnia, ale o wiele cenniejszą rzeczą jest, by warte były waszego życia.

Po co potrzebny jest nam taki święty? Skoro sami możemy przed Bogiem stanąć z taką wiarą, że stanie się cud – i uwierzcie, że tak jest. Przeżywamy rok wiary i chcę Wam to potwierdzić: każdy z nas może stanąć przed Bogiem, jeśli będzie miał taką wiarę o jakiej czytamy w Ewangelii, jak ziarnko gorczycy, to stanie się to o co prosi. Przypomnijcie sobie ewangeliczne sceny: tę kobietę, która szła za Chrystusem, pragnąc dotknąć się choćby jego płaszcza „a będę uzdrowiona – myślała”; tego niewidomego, który siedział gdzieś przy drodze i krzyczał: „ulituj się, daj mi z powrotem oczy bo nie widzę”; tę biedną kobietę, która zapłakana szła za marami swojego syna a Chrystus powiedział do chłopca – „wstań, bo potrzebuje Cię Twoja mama”. Ale są też takie sytuacje w których ktoś potrzebuje pomocy, chociażby jak ten chory, który siedział nad sadzawką Siloe, od wielu lat i ciągle nie doznawał uzdrowienia i skarżył się: „Panie, nie mam człowieka, który by mi pomógł dość do wody”. Dostaliście dziś takiego człowieka – oto jest – święty Jan Bosko, który chce Was pociągnąć do jeszcze większej wiary. Nie tylko przez to, że oddamy cześć Bogu mieszkającemu w nim, bo jest święty. Nie tylko przez to, że ucałujemy jego relikwie, że dotkniemy ręką jego relikwii, ale przez to, że nasze serce stanie się tak mocno wierzące jak jego. Przyszedł człowiek, żeby Was pociągnąć do jeszcze większej wiary.

Wiemy, że święty Jan Bosko za swojego życia, tak prosił Pana Boga, i że to o co prosił stawało się rzeczywistością. Kiedy brakowało bułek, to się rozmarzały. Kiedy chłopcy przyszli, by przyjąć komunię świętą a – nie wiem, pewnie przez zapomnienie zakrystiana – w tym kościele trzeba, by powiedzieć siostry – nie zostały zakonsekrowane, a nie chciał chłopców zostawić bez Pana Jezusa, to je po prostu pomnożył. Czasami robił te cuda jeszcze dziwniejsze. Kiedy rozmnażał orzechy, można zapytać po co? Po co używać potęgi Pana Boga, żeby „zrobić” orzechów trochę więcej niż miał? Przecież można było je kupić, albo dostać, albo sobie podarować . Dla księdza Bosko to było ważne, chłopcy stali w kolejce po to żeby dostać orzechy, nie wolno było ich zawieść, trzeba było je rozmnożyć. Musiał się mocno modlić do Pana Boga, żeby tych orzechów nie brakło. Kilka z nich zostało, teraz są na Valdocco, bo jeden chłopiec zauważył , że jest nie możliwe, żeby w tej kieszeni było aż tak dużo orzechów i swoje nie zjadł tylko schował. Cudowne orzechy, które zostały rozmnożone. Na jednym spektaklu, kiedy główny aktor zaniemógł i akademia by się nie odbyła i wszyscy byliby smutni, ksiądz Bosko pożyczył mu swojego głosu na te dwie godziny, żeby spektakl mógł się odbyć. Robił dziwne cuda wszystko z miłości do swoich chłopców.

Dzisiaj Was opuszcza, ale po to żebyście uwierzyli, że stając przed Panem Bogiem możecie robić te same rzeczy. Pan Bóg pośród Was jest i działa. Spotkaliśmy się z wielkim człowiekiem. Tym który użyczył swojego ciała, rąk, umysłu, ust, by Pan Bóg zdziałał potężne rzeczy. Czasami aż trudno opisać wszystko to, co zdarzyło się wciągu jego siedemdziesięciotrzy letniego życia. Jak wszystko to mogło się pomieścić. Jak dał radę zgromadzić tylu chłopców, wykarmić ich, otworzyć szkoły, miejsca w których mogli nocować. Jak dał radę odwiedzić tyle warsztatów, żeby zadbać o to, by chłopcy otrzymywali godziwa zapłatę i żeby nie byli gorszeni. Jak dał radę w ciągu tego jednego życia założyć: po pierwsze Zgromadzenie Salezjanów, po drugie Córki Wspomożycielki Wiernych, Salezjanów Współpracowników, Stowarzyszanie Czcicieli Wspomożycielki. Jak to wszystko dał radę zrobić? To jest jeszcze mało – to że; potrafił to zrobić to jedno, a to że wielkość serca jakie miał, żeby to się stało odczytujemy dopiero dziś – to drugie. Kiedy Rodzina Salezjańska sięga trzydziestu zgromadzeń na całym świecie – za chwilę będziemy u braci i sióstr Michalitów. Kiedy jego synowie pracują dziś w 132 krajach świata, kiedy trudno jest policzyć stowarzyszenia które działają w naszym imieniu, wszystko na rzecz drugiego człowieka, dobra, wychowania. Kiedy 2 lata temu pytaliśmy księdza Generała ilu może być młodych ludzi, którzy codziennie spotykają się z salezjanami – to odpowiedział – to trudno jest policzyć; ale ok. 15 milionów, pewnie tyle. Tylu jest zafascynowanych, zakochanych w księdzu Bosko.
Do dziś nie spotkałem żadnego człowieka, który by sięgnął po życiorys świętego Jana Bosko, zaczął go czytać i nie zafascynował się jego osobą Łącznie z Waszym księdzem Arcybiskupem, który wczoraj przy kolacji przyznał się, że tak naprawdę pierwszą poważną decyzję na temat swojego życia kapłańskiego podjął po przeczytaniu życiorysu świętego Jana Bosko. Również on czuje się wezwany przez świętego Jana Bosko.

Dla księdza Bosko istotne było, żeby w swoim życiu odczytywać powołanie, bez względu na to jakie ono jest – oczywiście wielu chłopców, którzy z nim się spotykało wybierało drogę poświęcania swojego życia Panu Bogu, czy to jako kapłani diecezjalni czy, w którymś momencie, kiedy powstaliśmy jako salezjanie – jako współbracia salezjanie. Ale dla niego było istotne to, by odnaleźć moją drogę życia. Jeśli twoją drogą jest być mamą – bądź dobrą mamą. Jeśli Twoją drogą jest budowanie rodziny – rób to bardzo dobrze. Jeśli twoją drogą jest życie konsekrowane – bądź konsekrowany w całości. To jest ta wykładnia księdza Bosko, który mówił chłopcom, że świętość polega między innymi na tym, by być pobożnym i radosnym, ale również na tym trzecim, na spełnianiu dobrze swojego obowiązku. Dziś możemy śmiało powiedzieć na dobrym zrealizowaniu swojego powołania, na zrealizowaniu tego kim jestem. Rób dobrze to co do ciebie należy. Jeśli wszyscy to zrobimy świat będzie wyglądał inaczej. Nie znajdzie się ani szczelina na to żeby wcisnęło się zło i nam dokuczało.

Żegnamy się z świętym Janem Bosko, który z wielkości serca zaczerpnął całe bogactwo świata pedagogii i swojego doświadczenia wychowawczego którego uczyła go Matusia Małgorzata i zwykłe codzienne doświadczenie Zaczerpnął bardzo mocno z przeogromnego bogactwa Kościoła, by odnaleźć swoją metodę ewangelizacji. Swoją metodę docierania do drugiego człowieka. Połączył to razem nadając specjalny rys sercu tego, kto będzie wychowawcą dając mu dobroć i miłość wychowawcza, i tak urodził się system wychowawczy. System świeży i trwający do dziś tak jak wczoraj mówił ksiądz Arcybiskup. Bo za każdym razem rozpoczynamy od tego samego – musimy zobaczyć tego kto przychodzi, takiego jakim jest. Zobaczyć wszystko to czym jest obdarzany, zobaczyć te ciernie które uwierają go w nogi i pomóc mu wzrosnąć. Pomóc mu, by to dobro które jest w nim przepełniło go w całości. Żegnamy dziś takiego świętego Jana Bosko – ale mam nadzieję, że nie jest to pożegnanie na zawsze – że to jest tylko chwilowa rozłąka. Jeśli pamiętacie jego życiorys, to wiecie, że dosyć niechętnie opuszczał swój Turyn i swoich chłopców. Jeśli już musiał jechać do Rzymu, żeby albo negocjować stolice biskupie czy doradzać Ojcu Świętemu jakim sposobem w tych trudnych czasach mianować biskupa w jednym czy drugim miejscu. Czy jeśli jeździł do Rzymu załatwiać spawy zgromadzenia, to zawsze pisał tęskne listy np.: „nie mogę doczekać się na spotkanie z Wami”.
To jest bliskość świętego Jana Bosko za którą każdy z nas tęskni, to jest ta miłość która jest najprawdziwsza, szczera, prosta w relacjach. Tak jak ten mały Łukasz, który zobaczył Matkę Boża i zapytał czy aby w nocy, w nocy czuwania się wyspała.

Zostańcie z duchem świętego Jana Bosko w sercu. Z ta nowa drogą świętości, która jest pewna bo potwierdzona przez Kościół, bo jest już ponad stu świętych i błogosławionych, którzy przeszli tą drogą za świętym Janem Bosko i Kościół powiedział: „tak oni byli święci”. Czy byli świeckimi czy kapłanami, kobietami czy mężczyznami, męczennikami czy wyznawcami, szli za nim i doszli do świętości. Gwarantuje Wam, że jeśli wejdziecie na drogę świętości na drogę która prowadzi przez duchowość salezjańską, dojdziecie w finale do Chrystusa, bo nie ma innej drogi, bo ksiądz Bosko nigdy nie robił niczego innego – zawsze prowadził do Chrystusa. Podprowadzając za rękę trzymaną przez Najświętszą Maryję Pannę Wspomożycielkę. Tak każdego z nas krok po kroku prowadzi byśmy mogli kiedyś powiedzieć: najpiękniejsze dni naszego życia to te spędzone z księdzem Bosko.

Teksty homilii spisany z nagrania, po drobnej korekcie językowej. Msza na zakończenie peregrynacji relikwii świętego Jana Bosko w Przemyślu.

Autor: Dariusz Bartocha

Podziel się

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *