Marka, firma, człowiek

Marka, firma, człowiek, a może odwrotnie? Człowiek, firma, marka?
Nie wchodząc w rozróżnienie firmy od marki, swoją drogą warto wiedzieć, że nie są to synonimy, chciałem przywołać doświadczenie z uczestnictwa w jubileuszach dwóch firm.

Jeden z jubileuszy był parę lat temu i dotyczył przedsiębiorstwa o stuletniej historii, a na drugim byłem zupełnie niedawno. To spotkanie zainspirowało mnie do napisania tekstu.
Co takiego zaskakującego wydarzyło się w czasie tego spotkania? Mianowicie, w czasie prezentacji firmy prezes, zamiast opowiedzieć o przedsiębiorstwie, opowiedział o kilkunastu pracownikach. Mówił z pamięci, wymieniając ich imiona i nazwiska, opisując, czym się zajmują, cytując anegdoty lub dziękując za to, czego go nauczyli. O dziwo, przedstawiając perspektywy rozwoju firmy, nie wspomniał o najnowszych technologiach, zakupach czy planach budowlanych, ale przedstawił kolejnych sześciu młodych pracowników.

Prezes tego drugiego, obecnie ponad stuletniego przedsiębiorstwa, ponad dwadzieścia lat temu, odkupił go, uratował z bliskiej upadłości, a kiedy posiadał 60% udziałów w firmie, otrzymał propozycję odsprzedania ich za cenę przekraczającą aż o 25% wartość całej firmy. Jednym słowem złoty interes i spokój do końca życia, bo to były naprawdę duże pieniądze. Firma, o której piszę, ma swoje fabryki na czterech kontynentach. Odmówił, nie sprzedał dlaczego? Opowiadając na moje pytanie, powiedział: nie mogłem zostawić załogi, ludzi, z którymi budowaliśmy wszystko od nowa.

Myślę, że Ci dwaj prezesi, choć odlegli od siebie geograficznie, a zwłaszcza różniący się wiekiem dostrzegali, że człowiek jest najważniejszy. Myślę również, że powodem ich zachowania była Ewangelia, obaj są osobami wierzącymi i szlachetnymi, bardzo chętnie pomagają potrzebującym i angażują się w wiele inicjatyw społecznych.

Te doświadczenia, których byłem udziałem, skłoniły mnie jeszcze do pomyślenia o przyszłości takich przedsiębiorstw. Jesteśmy obecnie świadkami procesu zastępowania osób maszynami i robotami. Jest to coś nieuniknionego, na kurczącym się rynku pracowniczym coraz trudniej będzie znaleźć pracowników i odpowiednio ich wynagrodzić. Wbrew pozorom nie jest to zagrożeniem dla ludzi – nie oznacza, że maszyny spowodują ich bezrobocie, ale oczywiście jest wyzwaniem, by podnosić swoje kompetencje. Muszą być osoby, które zaprogramują maszyny; osoby, które będą umieć je nadzorować, serwisować itd.

Pracy nie wolno traktować jedynie utylitarystycznie, jest ona czymś więcej niż trudem zdobywania środków na utrzymanie itd. Na zakończenie pierwszej klasy z katechezy dostałem w nagrodę małą książkę: Laborem exercens – encyklikę społeczną Jana Pawła II. Czytając ją i mając w pamięci i sercu sprzeciw wobec systemu, w jakim wtedy żyli Polacy, otwierałem szeroko oczy, dostrzegając, że system systemem, ale kluczowa jest osoba. To oczywiście zdecydowanie większy temat, więc chwilowo go odłóżmy.

Poniżej pozwolę sobie przywołać fragment książki opisującej świata za sto lat. Wiem, że brzmi to, jak wróżenie z fusów – kiedy zacząłem lekturę tej książki, też tak pomyślałem – lecz w ciągu 10 lat po jej powstaniu, pojawiły się niektóre przewidywane w niej procesy. Powiem więcej, książka wpadła mi w ręce – chyba w 2013 roku i wtedy odniosłem się do niej z mniejszym przekonaniem, ale to, co działo się później w Afryce, Europie i np. Stanach Zjednoczonych, czy u nas uwiarygodniło niektóre stawiane tezy i przekonało mnie do jej czytania. Książka została opublikowana w 2009 roku, czytając kilka stron przed poniższym cytatem i to, co nastąpi po nim, można mieć wrażenie, że wizja jest prawdopodobna.

Oto fragment:

Wchodząc w XXI stulecie, musimy wskazać zasadnicze dla niego wydarzenie, odpowiednik zjednoczenia Niemiec w XX wieku. Po uprzątnięciu szczątków imperium europejskiego, jak również tego, co pozostało po Związku Sowieckim, mamy jedno mocarstwo dysponujące przeważającą potęgą. Tym mocarstwem są Stany Zjednoczone. Z pewnością, jak to zwykle bywa, można odnieść obecnie wrażenie, że Stany swoimi nieudolnymi poczynaniami przysparzają sobie problemów na całym świecie. Ale przemijający chaos nie powinien wprowadzać nas w błąd. Gospodarczo, militarnie i politycznie Stany Zjednoczone są najpotężniejszym krajem świata i nie ma nikogo, kto mógłby rzucić wyzwanie tej potędze.

W połowie stulecia pojawią się nowe siły, kraje, które nie są dzisiaj uważanie za wielkie mocarstw, lecz ja oczekuję, że w ciągu następnych kilkudziesięciu lat staną się potężniejsze i bardziej pewne siebie. Wyróżniają się zwłaszcza trzy.

Pierwszym jest Japonia, drugie najbardziej rozwinięte gospodarczo państwo świata, a zarazem najbardziej zagrożone, ponieważ uzależnione od importu surowców, których samo prawie nie posiada. Ze swoja militarystyczna przeszłością Japonia nie pozostanie tym marginalnym pacyfistycznym krajem, którym była wcześniej. Nie może. Problemy demograficzne i niechęć do imigracji na większą skalę zmuszą ją do szukania nowych robotników w innych krajach. Słabość Japonii, o których pisałem w swoich poprzednich książkach i z którymi poradziła sobie lepiej, niż się spodziewałem, wymuszą w końcu zmianę polityki.

Dalej mamy Turcję, obecnie siedemnaste najwyżej rozwinięte gospodarczo państwo świata. W odległej przeszłości wielkie imperium islamskie zostało zdominowane przez Turków. Imperium upadło pod koniec pierwszej wojny światowej, a jego miejsce zajęła współczesna Turcja. Ale Turcja jest oazą stabilności wśród chaosu. Bałkany, Kaukaz i świat arabski – a jest to już najpotężniejsze gospodarczo i militarnie państwo tego regionu – rosną też tureckie wpływy.

A wreszcie Polska. Polska nie była wielką potęgą od XVI wieku. Ale kiedyś nią była – i, jak sądzę, będzie znowu. Umożliwią to dwa czynniki. Po pierwsze, upadek Niemiec. Ich gospodarka jest silna i wciąż się rozwija, ale straciła dynamikę, którą się odznaczała przez dwa stulecia. Ponadto w ciągu następnych pięćdziesięciu lat gwałtownie spadnie liczba ludności, jeszcze bardziej podkopując ich potencjał gospodarczy. Po drugie, ponieważ Rosjanie naciskają na Polskę od wschodu, Niemcy nie będą mieli ochoty na trzecią wojnę z Rosją. Stany Zjednoczone jednak wesprą Polskę, udzielając jej ogromnej pomocy gospodarczej i technicznej. Wojny – jeśli nie powodują wyniszczenia kraju – stymulują wzrost gospodarczy, a Polska stanie się najważniejszą potęgą w bloku państw stawiających czoło Rosjanom.

Japonia, Turcja i Polska patrzeć będą na Stany Zjednoczone z jeszcze większą pewnością siebie po drugim upadku imperium rosyjskiego.
[George Friedman. Następne 1000 lat. Prognoza na XXI wiek. Przekład: Maciej Antosiewicz. Warszawa 2009.]

Zachęcam do poczytania.

Dariusz Bartocha
[Foto: Erean. Morguefile.com]

Author: Dariusz Bartocha

Share This Post On