Jestem tutaj. Kocham Was

spełnoiny sen 2 Na wstępie

Ci którzy już usiedli i Ci którzy stoją niech się teraz otrząsną, proszę się otrząsnąć. To jest bardzo istotne po tym dniu – żeby coś z Was „spadło”.

Po pierwsze, chcę żebyście się otrząsnęli z atmosfery wyjątkowości, bo taka trochę jest, przez cały ten dzień. Dzieją się tu różne rzeczy, w różnych częściach tego domu. Tutaj macie księdza radcę, inspektorów, dyrektorów, siostry dyrektorki, niewidomo kogo jeszcze, że można by się poczuć trochę spiętym
Po drugie, chcę żebyście się otrząsnęli, żebyście nie pamiętali o tym, że jest coś tam ponad stuletnie i nie wiem co jeszcze – bo to są wszystko rzeczy ważne – ale może nie koniecznie teraz.
Wreszcie po trzecie, chcę byście się otrząsnęli, bo być może ktoś przyjechał z taką myślą, że oto stanie się tu jakiś „cudowny” cud, że ktoś być może wstanie chociaż wcześniej nie chodził. I ja nie mówię, że tak się nie stanie, że tak nie może być, ale nie jesteśmy tu po to, żeby na to czekać. Przyjechaliśmy do księdza Bosko z zupełnie innym pomysłem. Chciałbym wam dzisiaj opowiedzieć trzy epizody.

Epizod pierwszy to sen.
„Słyszeliśmy” już ten sen, który opowiadała Ola z Tarnowskich Gór. W 1988 rok – kiedy organizowaliśmy stulecie od śmierci Jana Bosko – reżyser „usłyszał” sen bo nie chciał robić filmu o księdzu Bosko i ksiądz Bosko mówił: „zrobisz ten film”.
Jeden z salezjanów – obecny tutaj – opowiadał mi nie dawno sen o biznesmenie, któremu przyśnił się ksiądz Bosko i powiedział: „poszukaj tych salezjanów, bo oni czegoś potrzebują”. Ale nie ma czasu, żeby te wszystkie sny teraz opowiedzieć. Chcę, żebyście tylko usłyszeli, że te sny nadal się „śnią” i spełniają się.
Epizod drugi – szybko idzie, ale nie będzie tak prosto.

Epizod drugi ma tytuł – podziękowanie
Jest to świadectwo, które wyjąłem z „księgi wpisów” – nie wiem z którego tomu, ale z któregoś poprzedniego – które zapisał tato – który ma na imię Jacek. Może chociaż tym uproszę świętego Jacka, żeby nie miał mam za złe, że go w tym roku trochę pominiemy.
Zapisał tak w księdze: „Jestem ojcem trójki dzieci. Sandra lat 24, Bartek 19 lat i Kacper 17 lat. Gdy były jeszcze małymi dziećmi ofiarowałem ich wychowanie św. Janowi Bosko. Nad szafką było jego zdjęcie, ja tylko z żoną, opiekowałem się dziećmi, a on je wychowywał i wstawiał się za nimi u naszej Matki Wspomożycielki Wiernych.
Teraz po latach jestem dumny z moich dzieci, bo wyrosły na dobrych – bez nałogów i problemów, pobożnych i mądrych – ludzi. Dzięki świętemu Janowi Bosko cuda w mojej rodzinie są każdego dnia i za to mu dziękuję.”
Zacytowałem to świadectwo po to byśmy potrafili zauważyć i dostrzec, że jesteśmy w szkole świętego Jana Bosko, i że cuda mogą zdarzać się codziennie.

Znacie taką modlitwę, która zaczyna się od słów „Uwielbiam Cię o mój Boże …”[1]? Znamy. Nie będę jej teraz cytował, ale spróbuje ją krok po kroku Wam przypomnieć. Tylko tę pierwszą, tę poranną, bo braknie czasu, żeby powiedzieć o wieczornej[2] – może przy innej okazji.
Mianowicie rozpoczyna się ta modlitwa słowami: „Uwielbiam Cię o mój Boże”. Myślę, że jeżeli odmawia my te modlitwę, to jesteśmy właśnie w szkole, w szkole wychowania świętego Jana Bosko. On napisał tę modlitwę.

Mówiąc „Uwielbiam Cię o mój Boże …”, wyznajemy, że tylko On jest godny uwielbienia. On, tylko On. Tylko Jemu należy się taki zachwyt, absolutny w każdym wymiarze, w każdym przymiocie. To jest zachwyt nad „samym zachwytem” – uwielbiam Cię o mój Boże.

Ale za chwilą ksiądz Bosko doda kolejne słowa. Nie poprzestaje na tym, by pokazać nam Boga, zaprezentować tak odległego, nad który się tylko zachwycamy. Prosi byśmy powtarzali codziennie: „i kocham Cię z całego serca” – kochać to obdarzać uczuciem, ale osobiście, kogoś kogo się zna, kogoś kto: mnie zna, dostrzega, wybiera. Do kogo chciałoby się przytulić gdyby to było możliwe, komu się chce o wszystkim opowiedzieć. To jest ktoś kogo się po prostu kocha.

Za chwilę mówimy słowa „dziękuję Ci żeś mnie stworzył”. Szkoła świętego Jana Bosko uczy, by mocno stąpać po ziemi. Również w tych słowach dostrzegamy bardzo wyraźnie zależność od Stwórcy. To on nas uczynił. Dziękujemy Bogu za to, że dał nam życie, absolutnie cudowny niepowtarzalny dar. Ale ksiądz Bosko dodaje jeszcze parę słów: „dziękuję Ci żeś mnie stworzył i chrześcijaninem uczynił”. On nigdy nie zaniedbuje troski o naszą pełnię, on pragnie pełni życia dla nas, nie jakiejś części, nie jakiegoś fragmentu ale pełni, od początku do końca; obfitości życia; i mów dalej – „i w tej nocy zachować raczył”. To jest cudowny ksiądz Bosko w swoich konkretach. Wiemy, że jesteśmy stworzeni przez Boga. Wiemy, że jesteśmy w rękach jego opatrzności, ale on nie poprzestaje na takiej generalnej deklaracji, prosi by powiedzieć: dziękuję, żeś mi pozwolił dzisiaj się obudzić, dziękuję za to „dzisiaj”, które się staje, dziękuję Ci za każdą drobną rzecz – nie tak globalnie, ale bardzo konkretnie.

Rozpoczyna się trzeci fragment tej modlitwy. „Ofiaruję Ci swe uczynki z dnia dzisiejszego”. Tu rozpoczyna ksiądz Bosko prezentację tego, co można by nazwać fragmentem duchowości salezjańskiej. Ksiądz Bosko prowadził swoich wychowanków drogą dobrego wypełniania obowiązków i nieustannej pamięci o bożej obecności. Czy można to lepiej powiedzieć, pełniej, krócej i czytelniej, niż wypowiadając słowa: Ofiaruję Ci swe uczynki z dnia dzisiejszego”?

„Spraw aby wszystkie odbyły się według Twej woli i ku większej chwale Twojej”. Wielokrotnie kiedy ksiądz Bosko był pytany, co czyni, co robi, dla kogo to robi? Odwoływał się właśnie do tego – „wszystko chcę czynić na chwałę Pana Boga”. Chrystus – według zapisu świętego Jana mówił: „Moim pokarmem jest pełnić Wolę Tego, który mnie posłał”.[3] My czynimy to samo, poddając się Bożej woli, szukając jej, rozczytując i odkrywając swoje powołanie, codziennie podejmując decyzje. „Spraw aby wszystkie odbyły się według Twojej woli”.

„Zachowaj mnie od grzechu i od wszelkiego złego” – ach ta słabość. Mamy tę słabość. Przychodzi czasami pomysł, żeby zrobić coś inaczej niż trzeba. Czasami brakuje doświadczenia, czasami roztropności. Stąd w tej modlitwie codziennie prosimy Pana Boga: zachowaj mnie od grzechu, od wszystkiego złego co mnie może dzisiaj spotkać. Oczywiście musimy temu pomagać, ale my przecież wzrastamy w szkole świętego Jana Bosko.

I wreszcie ksiądz Bosko zapisuje w modlitwie – zarówno porannej jak i wieczornej: „łaska Twoja niech będzie zawsze ze mną” – Twoja łaska, czyli, to coś, a może ten ktoś? „Błogosławiona jesteś pełna łaski Maryjo”, tak usłyszała od Anioła. Pragniemy nieustanie pamiętać o Bożej obecności, ale o wiele lepiej jest, jeśli ta obecność jest w nas, jeśli my zostaniemy przepełnieni ta bożą obecnością. Kiedy stajemy się narzędziem Jego działania, kiedy jesteśmy przepełnieni Jego łaską. To jest prośba: „nigdy mnie nie zostawiaj”, „bądź zawsze: ze mną, albo we mnie”.
Fragment tej modlitwy pokazuje, że ksiądz Bosko nie uczył nas byśmy troszczyli się jedynie o siebie, ale patrzyli też szeroko; czy aby ktoś nie jest potrzebujący, stąd za chwilę po słowach: „laska Twoja niech będzie zawsze ze mną” dodajemy „i z moimi najbliższymi”. Bo nie jestem sam. Bo jestem zależy od tych, którzy są obok mnie. Bo ich też kocham.

Oto prosta modlitwa księdza Bosko, którą napisał swoim chłopcom, krok, po kroku ucząc ich jak mają żyć. Myślę, że używając tej modlitwy wchodzimy do szkoły wychowania świętego Jana Bosko, którego każdy z Was spotkał w swoim życiu – w różnych sytuacjach – którego spotykamy dziś tutaj, bo każdy z nas ma pewność, że on jest między nami.

Epizod trzeci – protest song
Epizodem trzecim będzie utwór. Utwór który powstał, we Wrocławiu w 1988 roku. Nie wiem, czy on był wtedy – w styczniu – napisany, ale być może jeśli nie był napisany wprost – to na pewno jego zręby i idee wtedy urodziły się w sercu jednego z salezjanów.
Ten utwór jest o tyle znamienny, że współbrat nadał mu tytuł „Protest song”. To już bardzo dużo mówi. Myślę, że czasami go śpiewacie. Posłuchajcie go teraz wsłuchując się w słowa tego co usłyszycie. Bo po jednej stronie tego utworu jest życiorys świętego Jana Bosko, wszystko to co się wydarzyło, a po drugiej jest pewien niepokój, który mam nadzieję, na końcu zostanie zaleczony.

1. Kiedyś ty ojcze chodził po świecie [4]
Nikt Ci nie śpiewał ni pieśni ni hymnów
Nikt też wspomnienia o tobie nie święcił
Choć miałeś wtedy już swych duchowych synów

O księże Bosco wszak byłeś dziwakiem
Sutanna starta, buty już nie nowe
Tylko pięć godzin na dobę sypiałeś
A ponad wszystko postawiłeś młodzież

Refren
Biedni chłopcy zaczekajcie
Ja was wszystkich dobrze znam tyle lat, tyle lat
Moi chłopcy posłuchajcie
Gdzie jesteście, zwiędły kwiat.

2. Kiedyś ty ojcze z chłopcem Bartłomiejem
Zdrowaś Maryjo w zakrystii odmawiał
Nikt Cię nie chwalił, dlaczego? Ja nie wiem
Nikt też pod niebo twych cnót nie wysławiał

A potem szopa i dom Pinardiego
Tysiące długów, internat i szkoła
Głupia złość ludzka, ręka Najwyższego
Zmęczony święty, ksiądz Bosco znak Boga

3. Gdy głodnych chłopców miałeś bardzo wielu
Bo brakowało chleba w oratorium
Brałeś swój płaszcz, uśmiech i kapelusz
Chodziłeś prosić od domu do domu

Często pukałeś do drzwi nieprzyjaznych
Szukałeś wsparcia u ludzi bogatych
Upokorzenia dziś nikt nie zważy
Zostały tylko oklaski i kwiaty

4. Słuch mój wytężam, czy dzisiaj ktoś woła
Jak Ty mój Ojcze przeszło sto lat temu
Czy ktoś odważy się biedę pokochać
Obudzić Boga w uśpionym człowieku

Więc Ci nie śpiewam hymnów uwielbienia
Choć chciałbym bardzo, ale nie potrafię
I tylko składam chwilę zamyślenia
U stóp Twej Świętej, choć szarej postaci

Ostatni refren:
Biedni chłopcy zaczekajcie
Wiary mej nie zniszczył czas tyle lat, tyle lat
Moi chłopcy posłuchajcie jestem tutaj, kocham was!

Przywołałem ten utwór w odpowiedzi na pytanie dlaczego do nas przyjeżdża święty Jan Bosko? Czy jest to tylko kurtuazyjna wizyta, żeby zobaczyć jacy jesteśmy? Czy stawia nam ważne pytania? Przywołałem go, byśmy nie popełnili pewnego błędu w ciągu tych kilku dni. Rozpamiętując jedynie przeszłość. Byśmy nie dostali zadyszki w zachwytach, byśmy nie udławili się peanami – ale spojrzeli na świętego Jana Bosko takiego, jakim był – jakim siebie widział, kiedy patrzył w lustro. To o nim mówią, że: „nie uczynił gestu, nie powiedział słowa, jeśli nie było ono dla dobra młodzieży…” Takiego go pamiętamy i myślę, że taki do Was przychodzi, z twarzą pełną, dobroci, słodyczy, uśmiechu – ale przede wszystkim troski. Wysłuchania każdego i troski o każdego, by Twoje życie stało się piękniejsze.

Epizod ostatni
„Oszukałem”, że będą trzy – będą cztery :).
Kilka dni temu, przyjechała mnie jedna z animatorek, która parę lat temu uczestniczyła w takich spotkaniach. Była na Forum MGS-u i Confronto. Myślę, że gdyby zjawiła się między Wami czuła by się rewelacyjnie.
Rozmawialiśmy o wielu różnych rzeczach, między innymi o książkach i wziąłem z biura kilka książek o których mówiła, że są cenne dla niej i jej dałem; a potem za chwile, jakąś tam pamiątkę z dawnych lat i kilka drobiazgów.
Po tym wszystkim zapytała się tak: „ale nie jesteś chory?” Szeroko się uśmiechnąłem i mówię: „co – na głowę, że wszystko rozdaję? Ale ona dalej zmieszana spojrzała i mówi: „ale nie jesteś chory?” Wtedy zrozumiałem, że pyta o coś zupełnie innego, ona pytała się czy nie umieram? Czy nie mam jakiegoś „raka”, który każe mi się rozstawać z tym życiem i wszystkie rzeczy komuś porozdawać.
Uśmiechnąłem się i mówię: nie jestem chory i nie umieram. Zadała jeszcze jedno pytanie: „ale jak będziesz chory to mi powiesz?”

To jest ważne pytanie – wtedy być może go bagatelizowałem – ale dzisiaj chciałbym powiedzieć, że życzę wszystkim salezjanom, wszystkim z naszej rodziny – takiego nowotworu; takiego, który uśmierci w nas wszystko to, co uznajemy jeszcze tylko za nasze – by było tylko dla Was, byśmy byli tylko dla Was.

Stąd dzisiaj chce użyczyć księdzu Bosko głosu – oczywiście, mógłby to zrobić każdy współbrat, każda siostra tu obecna, ale akurat tak się złożyło, że ja mówię i chcę w jego imieniu powiedzieć wszystkim Wam tu obecnym, że potrzebuję Was bardzo.
Potrzebuje po to, by znaleźć ukochanego Pana Boga.
Potrzebuję – potrzebujemy – Was bardzo, by spełniło się moje, by spełniło się nasze życie.
Potrzebuję Was, by spełnił się ten „sen Księdza Bosko” w którym widział: rzekę, taka potężna powódź chłopców, którzy szli razem do nieba.
[!] Potrzebuję Was bo „Wystarczy, żebyście byli młodzi, abym was bardzo kochał„.[5]

Teksty homilii spisany z nagrania. Msza na podczas spotkania Salezjańskiego Ruchu Młodzieżowego „Spełniony sen” w czasie peregrynacji relikwii świętego Jana Bosko w Oświęcimiu.


[1] Uwielbiam Cię o mój Boże i kocham Cię z całego serca, dziękuję Ci żeś mnie stworzył, chrześcijaninem uczynił i w tej nocy zachować raczył. Ofiaruję Ci swe uczynki z dnia dzisiejszego. Spraw aby wszystkie odbyły się według Twej woli i ku większej chwale Twojej. Zachowaj mnie od grzechu i od wszelkiego złego. Łaska Twoja niech będzie zawsze ze mną i z moimi najbliższymi.

[2] Uwielbiam Cię o mój Boże i kocham Cię z całego serca, dziękuję Ci żeś mnie stworzył, chrześcijaninem uczynił i w tym dniu zachować raczył. Odpuść mi wszystkie grzechy przeze mnie dziś popełnione, a jeśli uczyniłem coś dobrego, racz to przyjąć. Strzeż mnie w tej nocy i zachowaj od niebezpieczeństw. Łaska Twoja niech będzie zawsze ze mną i z moimi najbliższymi.

[3] J 4,34

[4] Pod tym adresem internetowym: http://vimeo.com/72538627# można usłyszeć wykonanie tego utworu w czasie kazania.

[5] ks. Jan Bosko, Młodzieniec zaopatrzony, Turyn 1847, s. 7 (DW II 187)

Autor: Dariusz Bartocha

Podziel się

2 komentarze

  1. Po całości i do gruntu…a tak niewiele słów…

    Napisz odpowiedź
  2. Jedna z najbardziej wzruszających i pięknych homilii, jakie słyszałam w życiu. Dziękuję!

    Napisz odpowiedź

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *