Jak co roku…

Jak co roku, nie pamiętam już od kiedy, po łamaniu się opłatkiem, po wieczerzy, po śpiewaniu kolęd siadam i przeglądam na liście kontaktów imiona, nazwiska i twarze krewnych, przyjaciół, znajomych. Czasami uda się napisać jeszcze jakieś życzenie, a czasami pozostaje tylko dobre wspomnienie i modlitwa.

Bywa, że pamiętam twarze bardzo młode bo już dawno nie udało nam się spotkać, czasami przypominają się jakieś spotkanie lub historia. Czasami przychodzą na myśl zabawnie zdarzenia, a czasami te najtrudniejsze, w znacznej części na szczęście, zakończone prywatnym zwycięstwem.

Jest też lista tych, którzy już odeszli, na szczęście jest jeszcze krótka, ale wiem, że każdym rokiem będzie się wydłużać. Nie wywołuje ona we mnie smutku, czas na ból już był, teraz pozostaje radosna nadzieja na spotkanie – podobnie jak wyczekujemy, by bliscy przyjechali nas odwiedzić, albo jak z dziecięca ufnością szukamy na niebie tej pierwszej gwiazdy by można było rozpocząć wieczerze i to wszystko piękne co z nią się łączy.

Kocham te święta, zapewne podobnie jak wielu, bo staje się „coś” po długim czekaniu. Rodzi się nowa nadzieja, kolejny raz możemy odłożyć to co nieudane i rozpocząć na nowo. Kolejny raz postanawiam, że tym razem zrobię wszystko dobrze. Dla mnie adwentowe czekanie jest podobne – choć mniej intensywne, może dlatego, że rozłożone na cztery tygodnie – jak wyczekiwanie w Wielkim tygodniu na niedzielne „alleluja”. Wtedy aż nie do zniesienia staje się wielkopiątkowa i sobotnia cisza i resztami sił trzeba dotrwać by wyśpiewać ALLELUJA!

Wpatrując się w oblicze każdej osoby, życzę by, bożonarodzeniowe światło na trwałe rozjaśniło każdy mrok życia, a głęboka radość, którą ogłaszają nam Aniołowie Boży stała się naszą. Proszę Dobrego Boga, aby w nadchodzącym roku Ducha Świętego, światło Nowo-narodzonego rozpaliło w nas wszystkich ogień miłości do naszych najbliższych i pasję w dążeniu do wyznaczonych celów.

Zapomniałem dopisać, że dla mnie te święta są cudowne, wspaniałe, rodzinne itd. ale nie magiczne – nawet jeśli 6 stycznia przyjdzie 3 albo więcej magów.  Pisałem już o nie magiczności chwili i wydaje mi się, że wielu boi się wprost nazwać tych świat Bożym Narodzeniem, może nie potrafi, albo nie radzi sobie z rozpoznaniem czy nazwaniem tajemnicy wcielenia – dlatego pojawia się magia, której w Bożym narodzeniu nie ma.

A tu jeszcze tegoroczna niespodzianka – choć chyba już to kiedyś spotkałem – taki kawałek prawdziwej historii.

[Grafika: Robert Kruczek sdb]

Author: Dariusz Bartocha

Share This Post On

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.