moje imiona

Imię, czy to ważne jakie?

DARIUSZ. Minęły już chyba bezpowrotnie czasy – przynajmniej w naszej kulturze – kiedy, nadawano imię patrząc na cechy bądź misję nazywanej osoby. Co prawda na wielu stronach internetowych możemy przeczytać jaką osobą jest ta która nosi imię np. Dariusz. Dziś rodzice nadają swojemu dziecku imię takie jakie im się podoba.  Niemniej pokuszę się by popatrzeć na moje imię i jego znaczenie. Oczywiście jak wielu z nas, również ja nie miałem wpływu na ta jakie noszę imię – choć bardzo mi się ono podoba – może dlatego, że się do niego przyzwyczaiłem. Imię „Dariusz” pochodzi od greckiego „Dareios” lub od perskiego (dziś możemy powiedzieć staroirańskiego) brzmiącego „Darayavahusz”, czyli „ten, który podtrzymuje dobro”. W tym imieniu zawierało się więc wezwanie, aby ten, kto je nosi, chronił to, co dobre; aby dzielnie stanął po stronie sił dobra przeciw złu. Oczywiście bardzo chętnie przystaję na taką wymowę swojego imienia. Nie sprawdzałem tego, ale być może wszystkie imiona którymi się posługujemy mają pozytywny wydźwięk – ta teza jest może trochę ryzykowna – bo dziś wielu nie chce dostrzegać wartości tam gdzie one są ale tam gdzie je chcą widzieć. Drugim imieniem jakim mnie obdarzono to „Stanisław”. Dlaczego ? Być może dlatego, że kiedyś należało dać imię za którym stał święty patron, a „Dariusz” nie był widocznie znany jak święty przez moich rodziców, albo powodem była chęć zachowania tradycji, by pierworodny nosił drugie imię po swoim tacie. Swoją drogą świętego Dariusza odkryłem po 35 latach życia, wcześniej byłem przekonany, że jedynym patronem jest bł. Daria. Odkryty Dariusz jest jednym z męczenników z Nicei w Bitynii, pochowany podobno na cmentarzu koło kościoła przy Via Salaria Nuova. W ostatnim czasie zyskałem nowych patronów. Ksiądz  Ángel Dariusz Acosta Zurita urodził się 13 grudnia 1908 r. w Naolinco w diecezji Veracruz. 25 lipca 1931 r. do wypełnionego wiernymi kościoła weszli żołnierze i zaczęli strzelać do kapłanów, ks. Ángel Dariusz poległ na miejscu. Dariusz Hernández Morató SJ, także Hiszpan. Urodził się 25 października 1880 w Bunol, męczennik okresu wojny domowej w Hiszpanii, ofiara prześladowań antykatolickich. 29 września 1936 roku został aresztowany przez republikanów, a następnie rozstrzelany w Picadero de Paterna.

STANISŁAW. Imię to ma jednoznacznie słowiańskie pochodzenie i oznacza „ustanawiający sławę, życzyć sławy”. Składa się z członu Stani- „stać, stać się, stanąć” oraz członu -sław „sława”. Wywodzi się od słów oznaczających „stań się sławnym”. Choć trudno jest jednoznacznie przetłumaczyć je na współczesny język polski, jednakże do dziś jest jasne, z czym się ono naszym przodkom kojarzyło. Słowa zawierające rdzeń „stan” oznaczają przecież stanowczość i stałość, umiejętność postanawiania (czyli decydowania), ustanawiania praw i zastanawiania się nad różnymi sprawami. Wszystkie te słowa odnoszą się do władzy rozumianej jako zdolność decydowania o losie własnym i innych ludzi. Odnoszą się też do prawa i sprawiedliwości, kojarzą się z silną wolą i umiejętnością odróżniania dobra od zła. Myślę, że wraz z tym imieniem zyskałem patrona w św. Stanisławie biskupie krakowskim, w jego święto tato obchodził swoje imieniny. Znalazłem w jednym serwisie zdanie: „Wielkich Polaków, którzy nosili to imię, było … bez liku i gdy wymawia się to imię, niemalże widać biało-czerwone flagi powiewające na wietrze.” Rzeczywiście, to co związane jest z imieniem Stanisław, bardzo przypomina narodowy charakter Polaków.” Kardynał Karol Wojtyła w pierwszym odruchu po wyborze na papieża chciał przybrać imię Stanisława I, ale za radą kardynała Wyszyńskiego wybrał  Jan Paweł II.

KRZYSZTOF. To pierwszy samodzielny – prawie świadomy – wybór w tej kwestii. Imię to jest pochodzenia greckiego, wywodzi się od słowa „Christophoros”, a dokładnie Christo-pheros powstałego ze złączenia słów Χριστος – Christos i φερω – phero – co w tłumaczeniu znaczy „niosący Chrystusa” w znaczeniu „przynoszący Chrystusa” lub też „noszący w sobie Chrystusa”. We wczesnych czasach chrześcijaństwa na terytoriach Grecji słowo oznaczało człowieka nawróconego, gorliwie wyznającego chrześcijaństwo. Podobno, osoby o tym imieniu cechuje niebywała odwaga, spryt i zaradność. Zazwyczaj bez najmniejszego problemu radzą sobie z wszelkimi trudnościami i przeciwnościami losu. Są pewni siebie, lubią przygody i ryzyko. Mówi się o nich, że są ludźmi czynu. Mój wybór dokonał się w 1977 r. w czasie przygotowania do sakramentu bierzmowania. Oczywiście wtedy nie wiedziałem co ono oznacza a jedynie to, że mi się podobało. Opowieść o św. Krzysztofie kojarzy się z urokiem, jaki zawsze w umysłach ludzi wiązał się z przekraczaniem wody, przechodzeniem „na druga stronę” – drugą stronę mostu, brodu, rzeki. Przejście przez wodę to odwieczny symbol wielkiej przemiany w życiu, podjęcia ważnych decyzji, rozpoczęcia nowego etapu w życiu, także symbol… śmierci. Ważne, ze to przechodzenie jest zawsze z Chrystusem.

JAN. Pochodzenia hebrajskiego „Johanan” oznacza „Bóg (Jahwe) jest łaskawy, Bóg okazał miłosierdzie”. Tego wyboru dokonałem zupełnie świadomie, nie pamiętam kiedy, być może już  w 1995 r., było to w trakcie nowicjatu – przed pierwszymi ślubami wybieraliśmy imię zakonne, już zdecydowanie wcześniej wiedziałem, że to będzie Jan. Temu imieniu nadałem swoiste znaczenie. Było ona dla mnie obecnością św. Jana Bosko. Poznanie jego osoby i środowiska salezjańskiego wprowadziło tak wiele zmian w moim życiu, że nie mogłem tego zapobiec ani pominąć. Był on dla mnie fascynującą i na tyle pociągającą osobą, że zdecydowałem przedłużyć w moim życiu jego miłość Boga w młodzieży. Drugi Jan – to Jan chrzciciel – twardziel – tak go postrzegałem. Człowiek wolny pełnią wolności, stanowiący o sobie w każdym czasie i w każdych warunkach. Bezkompromisowo stający po stronie Tego którego rozpoznał jako Mesjasza. Myślę, że dla początkującego zakonnika nie mogłem znaleźć lepszego wzoru ewangelicznego radykalizmu niż Jana odzianego w skórę, głos na puszczy prostujący ścieżki. A trzeci ? Trzeci to Jan Ewangelista, ten orzeł szybujący ze swobodą po tajemnicach wiary i w lot, na skróty pojmujący rzeczy wielkie i trudne. Ten Jan to znak fascynacji Pismem Świętym, poszukiwania odpowiedzi, rozpoznawania Boga obecnego pośród nas.

A wynik? Imię „zaproponowało” mi – „życząc sławy” – by być: tym, który nieustannie podtrzymuje dobro, niesie Chrystusa – łaskawego Boga okazującego miłosierdzie, a wszystko to z „Janową” głębią poznawania, radykalnością wobec siebie i miłością wobec innych – zwłaszcza młodzieży.

Wszystko to napisałem 26 stycznia wspominając inny 26 stycznia z 1854 r. kiedy to ks. Bosko po raz pierwszy użył nazwy Salezjanie na swój „pomysł”, który 5 lat później stał się Zgromadzeniem Salezjańskim. Tak dostałem swoje ostatnie imię – czy jestem wstanie sobie z tym wszystkim poradzić ? Czas pokazuje i pokaże.