Dabar

Wpisując w przeglądarkę internetową zwrot daję słowo znajdziemy nazwane w ten sposób: zeszyty z ćwiczeniami do języka polskiego, grę słowną, stronę biblistów, gabinety logopedyczne, sklep internetowy, tytuł serialu telewizyjnego itp.

Dopiero wyszukanie sformułowania – słowo honoru – pozwala na znalezienie jego synonimów: deklaracja, gwarancja, obietnica, parol, poręczenie, promesa, przyrzeczenie, przysięga, umowa, zapewnienie, zaświadczenie, zobowiązanie. Wszystkie te synonimy można zastosować do zwrotu: daję słowo.

W moim przekonaniu kiedyś, danie słowa – było absolutnym potwierdzaniem obietnicy, podobnie jak dziś jest spisanie umowy, no powiedzmy, że to jest dzisiaj aż takim pewnikiem, bo i z tym bywa różnie  – takie nastały czasy. Ciekawe jest to dawanie słowa, brzmi to poniekąd jak przekazanie czegoś materialnego czegoś, co stanowi dowód i potwierdzenie, więc nie da się tego pominąć, zapomnieć, wymazać – dać słowo to jak dać komuś dowód na to co było lub co się obiecuje. Powiedzmy, jakby przekazać w czyjeś ręce swój honor, swoją godność, którą się utraci, łamiąc lub nie dotrzymując danego słowa.

Myślę, że zbyt często myślimy o słowach jak o czymś niematerialnym, co dla niektórych oznacza, że są czymś nierzeczywistym. Oczywiście możemy powiedzieć, że przy pomocy specjalnych urządzeń jesteśmy wstanie zobaczyć słowo jako falę, ale oczywiście nie zobaczymy treści tego słowa. Natomiast bardziej chodzi mi o przywrócenie tej pewności, oczywistości, jaka powstanie po daniu słowa. To się wypełni lub stracę swój honor, który związałem z tym danym słowem.

Hebrajski wyraz dabar, którym zatytułowałem ten tekst,  jest odpowiednikiem greckiego logos, choć  oznacza nie tylko słowo, ale również fakt, wydarzenie. Logos dla Greków kojarzył się z rozumem, prazasadą rządzącą wszechświatem, natomiast dabar dla Żydów to przede wszystkim słowo jako nośnik informacji pochodzącej od kogoś. Z tego powodu dabar nie był nigdy kojarzony z osobą i nie napiszemy go wielką literą tak jak Logos czy Słowo w odniesieniu do Chrystusa.

Mam szczególny szacunek do słowa i jego trwania. Nie tylko tego słowa zapisanego – na zawsze wiecznym piórem, ale dostrzegam, że to słowo jest materialne. Wypowiedziane słowo po prostu staje się, jest. Po wypowiedzeniu słowo zawsze sprawia skutek, nie można go pominąć, nie da się nie skonfrontować się z nim – zgodnie z zasadą: brak decyzji, też jest jakąś decyzją. Wypada skończyć, by nie przegadać.

Choć skoro już zdecydowałem się napisać o słowie, pozwólcie na małą wycieczkę. Chciałem kiedyś opisać historię pewnej kartki oczywiście nie tak ważnej jak ta, o której wspomniał Przełożony Generalny Salezjanów:

… moja myśl objęła … pokoik, jeszcze bardziej skromny, który znajduje się w Turynie, a w którym wieczorem 25 stycznia 1854 roku, w czasie gdy miasto przeszywało polarne zimno, a ludzie, odziani w ciężkie płaszcze,  pośpiesznie przemierzali ulice, Ksiądz Bosko powiedział do czterech chłopców, którzy śledzili jego słowa z wybałuszonymi oczyma: „Obiecuję wam, że Madonna da nam duże i przestronne oratoria, kościoły, domy, szkoły, warsztaty… Były to „proroctwa”, z powodu których jeszcze kilka lat wcześniej mógł trafić do szpitala psychiatrycznego. Byli to nieco starsi chłopcy, którzy bezgranicznie zaufali Księdzu Bosko. Stanowili oni „podwaliny” Zgromadzenia Salezjańskiego[1]. [d. Ángel Fernández Artime]

Po tych słowach Generał przywołał obraz kartki o wymiarach 10,5 cm długości i 5 cm szerokości, zapisanej przez 17-latka Michała Ruę. Widnieją na niej takie słowa:

Wieczorem 26 stycznia 1854 roku zgromadziliśmy się w pokoju ks. Bosko: ks. Bosko,  Rocchietti, Artiglia, Cagliero i Rua, i zostało nam zaproponowane, byśmy, z pomocą Pana i św. Franciszka Salezego, podjęli próbę praktycznego ćwiczenia się w miłości względem bliźniego, aby złożyć następnie przyrzeczenie, a potem, jeśli to będzie możliwe i odpowiednie, złożyć ślub Panu. Tego wieczoru zostali nazwani salezjanami ci, którzy podjęli się i podejmą tego rodzaju ćwiczenia.

Ważna historia, ważne zapisane słowa, które mają swoją historię do dziś, nie tylko dlatego, że historyczna kartka się zachowała, ale głównie dlatego, że wypowiedziane słowa zostały wyplenione.

A bawiąc się trochę słowem dabar, mogę go opisać jako DAriusz BARtocha, albo jak przysłówek w języku litewskim oznaczającym  teraz, obecnie – co także pasuje do tego co napisałem o słowie, które się staje rzeczywistością w momencie powstawania. Dobrze, że słowa nie ważą materialne, bo przy tej ilości ich wypowiadania Ziemia przybierałaby ogromnie w każdej sekundzie na masie.

Oświęcim 26 stycznia 2020.
[Foto: 1. Pierwsza strona z kroniki Oratorium w Oświęcimiu. 2. z archiwum salezjańskiego w Rzymie]

 

[1] Ángel Fernández Artime. Czwórka chłopców i „sen”. Agenza Info Salesiana. 26.01.2020. https://www.infoans.org/pl/dzialy/przeslania-przelozonego-generalnego/item/9549-czworka-chlopcow-i-sen

 

Author: Dariusz Bartocha

Share This Post On