2020

Czytając w tytule liczbę 2020 pod koniec grudnia 2019 roku, w pierwszym skojarzeniu przychodzi nam na myśl nowy rok – nie przeczę temu skojarzeniu, lecz oznacza ona także zupełnie coś innego.

Zanim jednak o tym, oto kilka słów zaczerpniętych z wykładu inauguracyjnego[1] prof. Jerzego Bralczyka – nie będą to cytaty, lecz wolne „zacytowania”. Słowo liczba oznaczało kiedyś samą czynność liczenia podobnie jak kośba koszenie, a prośba proszenie. Liczyć to dawne słowiańskie liczyki, co oznaczało robienie znaków, zaznaczanie czegoś. Liczba więc to jest zapis, ale i znak. Podobnie jak lik, lice i lico – kiedyś używane w znaczeniu znaku. Stąd nasze oblicze jest też takim znakiem, jednym z najbardziej określających nas znaków. Zawsze podobało mi się słowo oblicze, a jeszcze bardziej to, co oznaczało, czyli coś osobistego, niepowtarzalnego.

Czym więc jest to 2020, jaka to liczba, jaki to znak? Współczesne narzędzia informatyczne pozwalają na obliczanie przeróżnych rzeczy. Obliczyłem więc, że w dniu 8 grudnia 2019 roku przeżyłem mój dwudziestotysięczny dzień życia. Nadal utrzymuje swoje zdanie o nie magiczności chwili, ale jak się trafia jakaś okrągła data, to skłania do pomyślenia, czy podsumowania.

Wtajemniczeni w duchowość salezjańską wiedzą jak ważną jest data 8 grudnia, stąd ucieszyłem się, że taka okrągła liczba przypada akurat w taki dzień. Dziś więc 28 grudnia przeżywam od godz. 13.30 mój dwudziestotysięczny dwudziesty dzień życia, stąd 2020. Jest on jakiś szczególny? Nie. Tylko tak trochę na okrągło policzalny. Jest też motywem do tego, by zapytać, ile z tych dni mogę zaliczyć do dobrych, udanych pożytecznych itp.?

W niedawnej wypowiedzi w programie u p. Katarzyny Stoparczyk radiowej Trójce trener Antoni Piechniczek wspominał, że pytani studenci o procent zrealizowanych swoich możliwości odpowiadają najczęściej w przedziale 30-50, a czemu nie mieliby odpowiedzieć 70% czy 80%. Dodał – ja bym tak odpowiedział.

Trudno mi dziś określić ile procent moich przeżytych dni było takich dobrych, ile genialnych, a ile zupełnie zmarnowanych. W tych moich przeżytych dniach nie ma, nic takiego co zapisałoby się w historii wielkich zmian świata, ale przecież nie każdemu to dane. Oczywiście czasami wspominam, i zaraz też to zrobię, różne dni, różne historie. W tym wspominaniu pozwolę sobie pominąć imiona i nazwiska, choć zainteresowani zapewne odnajdą siebie. W 1997 roku organizowaliśmy wakacje dla młodzieży w Przemyślu. Jeszcze w czerwcu zapytałem jednego z chłopaków: jedziesz na turnus? A ten, ponieważ należał do myślących i trochę bardziej troszczących się o swoją przyszłość, a jednocześnie na tyle zdolnych, że nie brakowało mu zajęć, zapytał: a jaki to turnus? Bez namysłu odpowiedziałem – młodzieżowy, bo tego roku organizowaliśmy też turnus dla dzieci. Po wakacjach opowiadał, jak w pierwszym momencie był zawiedziony, spodziewał się, że to będzie jakiś wyjątkowy, tematyczny turnus, a usłyszał proste: młodzieżowy. Po turnusie opowiedział mi to, dodał, jak genialnie przeżył te wakacje, jak wiele rzeczy było dla niego nowych, odkrywczych i ubogacających jego rozumienie świata.

Znajoma, wyjeżdżając z Krakowa do nowej pracy, trochę podsumowując, naszą paroletnią znajomość nazwała, to co robiłem coachingiem. Uśmiechnąłem się, bo to ona była psychologiem, nie ja – ale przyjąłem to za dobrą monetę. Publikowałem już na blogu życzenia, które czasami dostawałem, które były pisane tak bardzo na wyrost, że zapewne do tej pory ich nie zrealizowałem – ale jak w każdej bajce, być może i w nich były ziarenka prawdy, a jeśli ktoś napisał o sobie w stylu: Gdybyś kiedyś miał kryzys i przyszło Ci do głowy, że nikomu chyba nie odmieniłeś życia, pamiętaj – mnie odmieniłeś – to trudno mi z tym dyskutować. Jest ktoś, kto chętnie zaproponowałby mi posadę w swojej firmie reklamowej – ale zdecydowałem inaczej o swoim życiu i posada jest nadal wolna. Jeden z moich współbraci już parę razy powiedział, że mam rozsądek, a nawet mądrość, ale może tak mówić, bo nie wie wszystkiego. Tak mógłbym pisać i pisać, wspominając wspaniałych ludzi, którzy stanęli na mojej drodze, którzy tworzyli ze mną, a czasami dla mnie te wspaniałe dni. Przywołuje je teraz, bo stają się takimi znakami dobrych dni. Pośród wszystkich osób niektóre są uprzywilejowane, ponieważ występują na początku listy kontaktów np. Abby (a właściwie Abigail, ale ona nie lubi tego imienia) nauczycielka angielskiego w Victoria School of English, którą pamiętam nie tylko ze względu na jej edukacyjne umiejętności, lecz także przez brzmienie jej imienia identycznego w wymowie ze słynną Abbey Road z tak ważnym, nie tylko dla Londynu studiem nagraniowym czy Abdelmelek „kolega” na kursie angielskiego, muzułmanin, który gorąco zapraszał mnie do Maroka, choć chyba nigdy nie uda się go odwiedzić. Przegląd listy osób w kontaktach robię zwykle w świąteczny około bożonarodzeniowy wieczór i wtedy przypominam sobie o niektórych osobach, z którymi mam mniejszy kontakt, ale oczywiście są takie osoby, o których pamiętam nieustanie, każdego dnia.

Niektórzy mówią, że jak człowiek wspomina, to znaczy, że się starzeje. Być może, a być może już ma co wspominać. Być może już ma do wielu rzeczy dystans i wie co, warto wspominać, a może rzeczywiście się starzeje? Kończąc ten okrągły dzień, przywołam jeszcze krótki tekst z zapisków. W czwartek 6 marca 1997 roku, głosząc misje w parafii w Katowicach Dąbrówce, napisałem coś, co określiłem na marginesie słowem Zagadka.  … kocham to na pewno, bo jest piękne, bo moje, bo Bóg to dał. Jest coś wspólnego w turkusowym niebie z rekolekcji w Czerwińsku, koncercie Perfectu, wodospadach Wisły, krakowskim Rynku, Chrystusie z Kopca, Panu Tadeuszu w Żeromskim, chlebie z Zaborza, Bałtyku w ’93, blachach w Mariackim, szczerości Sruni, wdzięczności ludzi, bliskości bliskich, wieczności kochanych, a co? Jeśli ja nie wiem, to On na pewno wie.

Każdy z nas znajdzie wśród swoich dni rzeczy, spotkanie, osoby – cudowne. Warto o nich pamiętać, by kiedyś wspominając, one stanowiły tę wielką przewagę w liczbie dni, w tym co będzie stanowić oblicze życia. Prawdopodobnie dopiero wieczna temida osądzi ile jakich dni było. Mam nadzieję, że jeśli na szali dobra zabrakłoby dużo lub choć odrobinę to Boże miłosierdzie to uzupełni.

Tego 2020 dnia, dodam jeszcze jedne życzenia, podobno trudne – warto przeczytać, choć lepiej posłuchać.

Kto śpiewa i życzy ten życzy dwa razy
Kto często powtarza te same dwie frazy
I ja wam zaśpiewam dwa zdania niecałe
Nie będę się dzielić zwyczajnym banałem
Dziś śpiewam te trudne słowa życzenia wam nieznane:
Żebyście mieli w głowach dobrze poukładane
Nie zdrowia nie szczęścia nie kasy nie fury
Nie szybkiej kariery to tylko są bzdury
Jak wiary to mądrej nadziei na wszystko
Miłości do kogoś kto zawsze jest blisko

Dziś śpiewam te trudne słowa życzenia wam nieznane:
Żebyście mieli w głowach dobrze poukładane
Nie wielkich sukcesów i wielkich pieniędzy
Za cenę dowolną co szybciej co prędzej
Jak wiary to mądrej nadziei na wszystko
Miłości do kogoś kto zawsze, zawsze jest blisko

[1] Wykład Inauguracyjny prof. Jerzego Bralczyka „100 lat. Językowy wymiar miary”. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Aula UAM 01.10.2018 roku. Tu do posłuchania.

28 grudnia 2019
[Foto: Wojciech Zięcina sdb]

Author: Dariusz Bartocha

Share This Post On